Program tworzył zespół pod kierownictwem szefa technicznego stoczni, inż. Eugeniusza Skrzymowskiego, przy współpracy z doc. Jerzym Doerfferem z Gdańska. Zaplanowano utworzenie nowoczesnego ośrodka, który mógłby konkurować ze stoczniami Finlandii, Norwegii i innych krajów zachodnich. Przyjęto, że nośność największej produkowanej jednostki będzie wynosić 25 tys. DWT. Postanowiono zastosować suwnice bramowe o udźwigu 100 ton.
Prace adaptacyjne załoga z zapałem wykonywała mimo panujących mrozów (-20 °C) i mimo sprzeciwów Zjednoczenia Przemysłu Okrętowego, nie dostrzegającego konieczności ratowania Stoczni; jej dyrektor otrzymywał nagany.
Wraz z doskonaleniem wyposażenia unowocześniano metody produkcji, m.in. wprowadzono – po raz pierwszy w Polsce – blokową metodę budowy kadłubów, tzw. „rozrachunek wewnątrzwydziałowy” i zasadę „bezbrakowości”. Samorząd robotniczy miał rzeczywisty wpływ na decyzje dotyczące Stoczni.