Umiejętności malarzy od chińszczyzny, nazywanych czasem chińczykami, ilustrują dwie umowy z malarzami z drugiej połowy XVIII w. Hetman Jan Klemens Branicki, zamożny kolekcjoner „chińskości”, zlecił wykonanie karety malowanej białym lakierem z zatopionymi kawałkami złota. Poszukiwano do tej pracy "chińczyka" w Warszawie, angażowano także warszawskiego malarza Łukasza Smuglewicza, ojca Franciszka Smuglewiczaa. Tak o tym pisano:
W roku 1771 została spisana podobna umowa pomiędzy bernardynami z Zasławia na Wołyniu a Janem Baranowskim, „kunsztu chińskiego magistrem”, prawdopodobnie pochodzącym ze Lwowa. Umowa dotyczyła złocenia i malowania pokostem chińskim organów, wykonanych przez organmistrza Michała Sadkowskiego.
Także pod koniec XVIII wieku pojawiają się w polskich dokumentach określenia "magister", "malarz od chińszczyzny" czy "chińczyk". W rozporządzeniu rektora Akademii Krakowskiej Stanisława Filipowicza, dotyczącym wykazu członków kongregacji malarzy krakowskich rozróżniano malarzy, którzy chińszczyznę praktykują na drewnie albo na innym fundamencie.