Mimo że zauważono uderzenie jednej z torped w burtę statku nie zaobserwowano detonacji a niszczyciel podjął kontratak bombami głębinowymi. Warder już na początku wojny miał cztery doskonałe okazje do zatopienia japońskich jednostek ale z powodu wadliwych zapalników torped Mk XIV wszystkie ataki były nieskuteczne.
Waleczność Wardera została nagrodzona podczas czwartego patrolu, kiedy na stałe opuścił zagrożoną Jawę. W jednej z zatok Wyspy Bożego Narodzenia 31 marca 1942 wykrył cztery zakotwiczone japońskie lekkie krążowniki w asyście niszczycieli. Zaatakował jeden z nich czterema torpedami z dystansu 900 m. Obserwował bieg torped do ich detonacji i zszedł na większą głębokość w celu przeczekania kontrataku. 1 kwietnia powrócił do zatoki i zobaczył atakowany poprzednio krążownik bez widocznych uszkodzeń. Ponownie zaatakował go trzema torpedami, ale z powodu szybkiego kontrataku okrętów osłony nie mogli obserwować efektu. Po południu japońskie okręty obawiając się ponownych ataków wyruszyli z zatoki i wtedy Seawolf zaatakował ponownie dwoma ostatnimi torpedami z dystansu 1 km. Jedna z nich poważnie uszkodziła lekki krążownik "Naka" (typu Sendai), który został odesłany do Japonia w celu dokonania napraw. Kontratak japońskiej eskorty trwał około 8 godzin.