Bitwa 20 stycznia wieczorem oddział MacCarthyego rozłożył obóz nad dopływem rzeki Pra. Wciąż jednak nie udało mu się połączyć z żadną z pozostałych grup. Następnego dnia ok. godz. 14 siły brytyjskie niespodziewanie natknęły się na armię aszantyjską w sile ok. 10 000 ludzi. Płk. MacCarthy nakazał odegrać hymn, licząc że część oddziałów wroga przejdzie na jego stronę. W odpowiedzi jednak rozległy się liczne odgłosy gry na bębnach, a armia wroga zbliżyła się do Brytyjczyków. Frontalny atak uniemożliwiał jednak szeroki strumień (ok. 18 metrów), który rozdzielał obie strony. W tej sytuacji rozpoczęto wzajemny ostrzał z karabinów.

Jednak błędem sił MacCarthyego było wzięcie z sobą jedynie niewielkiej ilości amunicji i prochu. Główne zapasy miały być w razie konieczności dostarczane z tyłów. Tragarze jednak, słysząc odległe wystrzały i napotykając kilku dezerterów, w większości zbiegli. Skutkiem tego siły brytyjskie otrzymały tylko po jednej beczce prochu i amunicji. Około godz. 16 Aszantowie zauważyli, że przeciwnikom brakuje amunicji i przypuścili nagłą szarżę przez strumień. W wyniku tego ataku oddział MacCarthyego był bezradny. Pozycje brytyjskie zostały błyskawicznie opanowane a żołnierze wybici. Wycofać udało się jedynie ok. dwudziestu.