W tym czasie w Kiściennem stacjonował 3 szwadron I Dywizjonu 27 Pułku Ułanów AK dowodzony przez wachm. Narcyza Kulikowskiego ps. „Narcyz”. Polscy żołnierze byli zaskoczeni pojawieniem się Niemców, niemniej po ogłoszeniu alarmu szybko osiągnęli gotowość bojową. Koniowodni odprowadzili konie do niewielkiego lasku za wioską, natomiast reszta spieszonego szwadronu rozwinęła się w tyralierę i wyruszyła na spotkanie przeciwnika. W kierunku pola bitwy zaczęły także zmierzać inne kwaterujące w okolicy polskie pododdziały, łącznie z sanitariuszami i personelem sztabu Pułku „Palmiry-Młociny”. Komendę nad całością sił objął dowódca I Dywizjonu 27 Pułku Ułanów AK, rtm. Zdzisław Nurkiewicz ps. „Nieczaj”.
Ułani „Narcyza” dopuścili nieświadomych zagrożenia Niemców na odległość około 200 metrów, po czym przygwoździli ich do ziemi gwałtownym ogniem broni maszynowej. Nie chcąc pozwolić przeciwnikowi ochłonąć, a zarazem dążąc do uniknięcia przewlekłej walki ogniowej, „Narcyz” zarządził frontalny atak. Ułani z okrzykiem „hurra!” ruszyli do natarcia, obrzucając Niemców granatami oraz zasypując ogniem karabinów i pistoletów maszynowych. Żołnierze walczyli na najbliższe odległości, dochodziło do walk wręcz.