Koniec tego fragmentu obwieszcza riff gitary basowej, w rytmice ciążącej ku muzyce latynoskiej, co po chwili podchwytuje reszta zespołu, wprowadzając typową bossanovę, na której tle kolejny fragment tekstu realizowany jest w towarzyszeniu fortepianowych improwizacji. Następujący po chwili łącznik – polifonię wokalu prowadzącego i chórków, na tle narastającej dynamiki i obsady (dołącza się sekcja dęta, oraz ponownie organy Hammonda) wprowadza potężny refren, o nieregularnym schemacie metrycznym, z wybijającymi się na pierwszy plan instrumentami dętymi i ekspresyjną partią organów. Kolejny łącznik, śpiewany przez Jacka Zielińskiego i Konrada Ratyńskiego stanowi stopniowe rozładowanie napięcia i wyciszenie – jednak nie na długo, gdyż kolejny basowy riff, podejmowany jest przez kwartowe współbrzmienia Hammonda, zwielokrotnione jeszcze przez perkusję, doprowadza do następnej zwrotki, w której melodii wokalu przeciwstawiona jest kontrapunktująca partia zespołu, z silnymi akcentami, w konwencji hard rocka. Potem poszczególne fragmenty utworu zostają powtórzone w tej samej kolejności, zaś po kolejnej (trzeciej) zwrotce, i pełnym napięcia zatrzymaniu na akordzie dominantowym, następuje typowo barokowa kadencja, wirtuozowsko wykonana przez Andrzeja Zielińskiego na organach Hammonda, przy dużym pogłosie.