Ponieważ już dzwon wybijał dwunastą, przeto udał się ów Klejna do sołtysa i przedłożył mu polskie pismo, że ów Beyer musi mu zostać na mocy ekstradycji wydany. Ponieważ jednak miejsce pobytu owego chłopa nie było sołtysowi znane i nic nie mógł poradzić, przeto urzędnicy Klejny zabrali miejscowym poddanym 60 sztuk wołów –pociągowych, które służyły w polskim miasteczku Briesenitz (wieś Brzeźnica w pow. wałeckim) jako pociągowe dla działa księcia von Sułkowskiego. Przepadł także gospodarz urzędowy(poddany) Leifcken z dwoma ludźmi zatrzymany przez Franciszka Klejna. Po trzecie ofiarą padły konie, które wraz z wołami zabrano do Polski. Po wyprawieniu owej karawany, ów Kleyna wraz ze swoimi ludźmi udał się w drogę powrotną, pozostawiając wieś na skraju nędzy. Dlatego musi jego królewski majestat, w ochronie własnych poddanych, nie pozwalać na takową tyranię, zechce upoważnić Rittmeistera (dowódca wojskowy jazdy) Meerstadt by z Regimentem huzarów Seydlitza z Tempelburga (Czaplinka) podjął podróż i zajęte zwierzęta ze wsi Wiesiółka przejęli i zamknęli w depozycie do chwili spokojnego rozstrzygnięcia sprawy we wsi Gnaucha.