Kiedy kapitan Dąbrowski wydukał już swój życiorys, królująca za stołem prezydialnym towarzyszka Wiśniewska ze zgrozą spojrzała na salę i tak, mniej więcej, podsumowała to, co usłyszała: „A więc mamy w naszych szeregach przedwojennego oficera Polski sanacyjnej, czyli wroga. Udział w wojnie nie tłumaczy kapitana Dąbrowskiego. Sprawa jest jasna. Kto z obecnych jest za usunięciem kapitana Dąbrowskiego z partii?”

Odwołanie Dąbrowskiego zostało oczywiście odrzucone. Zrozumiałem więc – wyrok na Dąbrowskim został wykonany. Okazało się, że się myliłem. Była to bowiem połowa wyroku (…). Zjechała do Krakowa komisja, by do końca oczyścić wydawnictwo z wrogich elementów. Komisja – kierowała nią niejaka Nowicka – uznała, że Dąbrowskiego należy natychmiast usunąć także i z pracy.

Usuniętemu z partii i pracy oficerowi nikt nie chciał pomóc. Dopiero powiadomiony przez Arnolda Mostowicza generał Bolesław Kieniewicz, dowódca Krakowskiego Okręgu Wojskowego, spowodował, że Dąbrowskiemu umożliwiono pracę sprzedawcy gazet w kiosku, w atrakcyjnym punkcie na Plantach: