wlewano go do butelki o długiej, wąskiej szyjce, w której gromadził się lżejszy olejek i z której go zbierano. Pozostałe nieodparowane 35 litrów pierwotnego destylatu zawracano z powrotem do alembików, do których dodawano kwiaty i prowadzono pierwszą destylację. Metoda ta była oszczędna, jeśli chodzi o paliwo do ogrzewania alembika (wielokrotnie wykorzystywano gorącą wodę, uzupełniając jedynie ubytki) i początkowy koszt prostej aparatury. Jej wadą była niska jakość uzyskiwanego produktu: do wielokrotnie używanej wody przechodziło wiele substancji lotnych zmieniających zapach olejku. Uzyskiwano więc większą ilość, ale słabszej jakości olejku i dlatego metoda ta została z początkiem XX wieku wyparta przez destylację w dużych alembikach.

Wykorzystywano w niej naczynia o pojemności 500–2500 litrów, jednorazowy ładunek to 100–500 kg kwiatów, do których dodawano 4–5 l wody na każdy kilogram kwiatów. Aparaty były odpowiednio zabudowane, by zapobiec utracie ciepła i podgrzewaniu kwiatów zanim nie znajdą się w naczyniu, gdyż powodowało to utratę substancji lotnych. Po dokładnym wymieszaniu róż i wody, by uniknąć zbrylania, rozpoczynało się powolne podgrzewanie. Chłodnice utrzymywane były w temperaturze powyżej 35 °C, by nie krystalizowały się w nich stearopteny.