niedostępnym stał się czasowo rynek krakowski ...w mieście żywieckim zabroniono od pana dziedzicznego poddanych drew do miasta na przedaj wozić i na opał kupować, ale tylko szczep pański skarbowy brać (...) Dlatego, że szczepu siłę było, a do Krakowa nie możono spuszczać, dla wojska szwedzkiego i niepokojów koło Krakowa, a wody też nie panowały, ale sucha były.
Tratwami (taflami) spławiano nie tylko drewno, często wykorzystywano je również jako środek transportu dla ludzi. Żywiecki wójt Andrzej Komoniecki w swym „Dziejopisie Żywieckim” w roku 1713 wspominał pewnego księdza, wygnanego z miasta za kradzież, który ...wodą na tafli puściwszy się do Krakowa, Żywiec pożegnał. Podobnie pod rokiem 1716 zanotował przybycie 20 sierpnia z Węgier do Żywca polskiego dyplomaty, Stefana Morsztyna, który ...wodą na tafli pod Kraków na drugi dzień [się] puścił.
Prace przy przygotowaniu drewna do spławu na Żywiecczyźnie (zwożenie kłód, zbijanie tafli, wyrób wioseł itp.) oraz udział w spławie (jako pomocnicy) były jedną z feudalnych powinności tamtejszych poddanych, która ustała wraz ze zniesieniem pańszczyzny w 1848 r. Natomiast wodzowie i błaut byli zawsze najemnymi „specjalistami”, którzy za rejs do Krakowa dostawali wynagrodzenia (odpowiednio 3-4 zł oraz 5-10 zł).