W trakcie osadzenia w niewoli, w związku ze śmiercią jego ojca Ludwika (zmarł 25 października 1940), wskutek starań rodziny uzyskał zgodę na wyjazd na pogrzeb do Nadrenii, gdzie wyposażony przez innych jeńców w najlepiej zachowane części polskiego umundurowania udał się w mundurze oficera Wojska Polskiego i był pilnowany przez wartownika (był to najdalszy wyjazd jeńca oflagu w Murnau, na który zezwoliły władze obozu)Stefan Majchrowski napisał w tym kontekście: Po kilku latach niewoli otrzymał wiadomość, że ktoś z jego bliskich krewnych (jakoby wuj, niemiecki generał) umarł czy też zginął na froncie. Rodzina postarała się o pozwolenie, żeby porucznik Pfaffenhoffen-Chłędowski wziął udział w pogrzebie. Koledzy użyczyli mu na drogę najlepszych części umundurowania. Osobliwy widok przedstawiał bezręki jeniec, gdy wychodził za bramę pod strażą wartownika z bagnetem na karabinie. Po powrocie z Nadrenii Pfaffenhoffen-Chłędowski opowiadał swe wrażenia z podróży i z niezwykłych spotkań. Wśród osobistości zebranych w nadreńskim zameczku konsternację wywołało zjawienie się oficera w polskim mundurze – i w dodatku inwalidy. Por. .

Po wojnie zamieszkał w rodzinnej posiadłości na wyspie Oberwerth.