Wszędzie przewija się pełno gumowych zabawek i przyrządów z sex shopów.
Charakterystyczną cechą też jest fakt, że na festiwalu nie ma barierek, które odgradzałaby publiczność od sceny, a co za tym idzie nie ma i fosy, w której fotoreporterzy zazwyczaj robią zdjęcia. thumb|lewo|Grind Market na terenie Festiwalu (2010) Pierwszy dzień festiwalu to tzw. Freak Fest, czyli kilka zwariowanych dyscyplin, które pokazują jak można przetrwać w ekstremalnych warunkach – jazda w koszach na śmieci, wyścigi w wózkach marketowych, jedzenie bardzo ostrej papryki czy picie większej ilości ciepłej słonej wody naraz. Odbywają się też pokazy wrestlingu, podczas których zawodnicy okładają się m.in. wiekiem od trumny czy nabitymi zszywaczami do papieru. Chętnych do udziału nie brakuje.
Mimo bardzo ekstremalnego i obsceniczno-fekalnego charakteru festiwalu na imprezę nie przyjeżdżają przypadkowi ludzie, pojawiają się tu całe rodziny, na terenie imprezy funkcjonuje nawet przedszkole „Kinder Grinder” – dwa duże namioty tipi, gdzie pod opieką pań z obsługi można zostawić dziecko.