15. tysięczny tłum zebrał się na Pohulance w pobliżu mogiły Szymona Konarskiego. Natknął się jednak na kolumnę wojsk rosyjskich a policmajster wileński Piotr Wasiljew głośno wołał, że wyjście z miasta jest zabronione. W rosyjskiej wersji wydarzeń tłum z okrzykiem hura rzucił się na ustawioną w poprzek ulicy piechotę. Manifestanci mieli chwycić za bagnety, rzucać kamienie i operować drągami z rozebranego płotu. W relacji agenta Hotel Lambert dominuje przekaz o rosyjskiej prowokacji. W odpowiedzi na zakaz wyjścia poza rogatki tłum miał zacząć gwizdać i wyśmiewać policmajstra. Wasiljew miał wziąć nahajkę i uderzyć w twarz stojącą najbliżej kobietę. Było to hasłem do szarży kozaków na demonstrantów. Kozacy przypuścili szarżę na pierwszy szereg manifestantów, którzy klęcząc zaczęli śpiewać Boże coś Polskę. Tratując ich po głowach uderzyli na dalsze szeregi. Gdy śpiew nie ustawał piechota rzuciła się z bagnetami na klęczących mordując ich. Według tego świadectwa kozacy po kilku razem uderzali na jednego bezbronnego. jednym pruto wnętrzności pikami, innych traktowano kopytami końskimi, innym nareszcie rozbijano głowy. Kilkuset rzemieślników próbowało stawić opór kozakom, ciskając w nich wyrwany bruk. Niektórzy umiarkowani działacze ziemiańscy próbowali przekonać uczestników manifestacji, by rozeszli się do domu.