Mężczyźni, którzy przychodzili do krewnych i sąsiadów, obsypywali owsem dom i wszystkich obecnych, mówiąc: „Na szczęście, na zdrowie, na to Boże Narodzenie, żeby wam się darzyło, mnożyło wszystko dobrze w komorze, w oborze i w roli. Daj Boże! Żebyście tyle mieli wołków, ile w dachu kołków, tyle koników, ile w płocie kulików, tyle owiec, ile w lesie mrowiec; Żebyście tacy byli weseli, jako w niebie anieli” (powiat nowotarski)

Na Słowacji Na Słowacji wizyta podłaźnika w domu jest formą kolędowania. Przybycie młodych, zdrowych dzieci z zielonymi gałązkami jodły oznacza, że osoba, która je przysłała w dniu św. Tomasza (21 grudnia) życzy domownikom, aby byli weseli, zdrowi i młodzi jak dzieci, jednocześnie obawiano się przybycia osób starych i chorych, gdyż miało to zwiastować śmierć i choroby. Pilnowano także, aby podłaźnik nie przyszedł w futrze, gdyż zapowiadać miało to właścicielom utratę żywego inwentarza. W słowackich wsiach nie wolno było podłazić kobietom, ponieważ, jak wierzono, przynosi ona pecha. W Słowacji centralnej podłaźnik przychodził do domu z zieloną gałązką, którą wtykał za belkę stropową, żeby chleb i len rosły jak najwyżej. Podłaźnika obdarowywano chlebem i owsem;