Według badań brytyjskiego Ofcom język rasizmu i nietolerancji zyskał najmniejsze poparcie wśród brytyjskich radiosłuchaczy i telewidzów, a słowa te odbierane są jednoznacznie jako poniżające i obraźliwe. W powszechnym odbiorze słowa z odcieniem rasistowskim mają większą siłę rażenia i oddziałują mocniej niż „zwykłe” przekleństwa.

Ponieważ słowa te uważane są za mocne, używa się ich do wyrażania dużych emocji przez „mocny” język, co nosi nazwę przeklinania. Takie wyrażenia jak fuck off („spierdalaj”) czy piss off („odchrzań się”) nie mają nic wspólnego z seksem czy oddawaniem moczu, są nieuprzejmą formą dania rozmówcy do zrozumienia, by sobie poszedł. Tabu związane z tymi słowami zostało więc zapożyczone do innych sytuacji.

Obecnie (2018) tabu językowe w krajach anglojęzycznych nie jest tak silne jak kiedyś. Większość słów straciła swą siłę rażenia, jaką dysponowały jeszcze dwadzieścia lat wcześniej. Niedawne badania wykazały, że w brytyjskich firmach 36% szefów toleruje przeklinanie. Ponadto używanych jest coraz więcej słów, które w powszechnym odczuciu są zabawnie „nieznośne”, a nie szokujące. Takimi słowami są shag, bonk („przelecieć”, „bzyknąć”) czy willy („siusiak”) zamiast prick („kutas”).