A później po dłuższej przerwie, kiedy zniknął mi z oczu w okresie wojny i rewolucji październikowej, spotkaliśmy się znowu po raz pierwszy jako dorośli w bramie domu na Hożej – on szedł na niedzielną wizytę do znajomych – ja podobne przyjęcie opuszczałem – on był początkującym malarzem w pracowni Krzyżaka w czarnym [jeden wyraz nieczyt.] kapeluszu i malowniczo zwisającym czarnym krawacie – ja początkującym studentem historii sztuki w niezgrabnej biało-czerwonej rogatywce zwanej jaśkiem pani Pałczewskiej. – Spotkanie było krótkie, ale wystarczające aby widywaliśmy się coraz częściej. Pierwsze próby malarskie Gineyki sięgały jeszcze czasów sprzed 1914-go roku. Wahał się wtedy między smyczkiem i pędzlem – ale, o ile mnie pamięć nie myli, chodził już wówczas do tzw. Szkoły Gersona. Były to jednak raczej lata młodzieńczego anarchizmu wywołane zbytkiem bogactw naturalnych – niż nauką na serio. <Wystawiał nawet wówczas w Zachęcie jakiś niewielki><olejny obrazek.> Nawet wystawił w Zachęcie wcale niezły olejny obrazek – studium wnętrza przy lampie naftowej, która oświetlała siedzącą przy stoliczku i cerującą kobietę Francuzkę [jeden nieczyt.wyraz]. Dopiero po kilkuletnim antrakcie wojennym wraca do malarstwa [z] brawurą.
Źródło i licencja
Fragment artykułu Wikipedia — Roman Gineyko · historia autorów.
Tekst: CC BY-SA 4.0. Wydzielono fragment z dłuższego artykułu.