Całe życie umysłowe Kalińca zawsze się koło nich [rodziny Wenordenów] skupiało. Prenumerowali przynajmniej z dziesięć pism angielskich, francuskich, rozmaitychM. Dąbrowska, Noce i dnie, wyd. XXIV, Warszawa, Czytelnik 1982, tom 2, s. 156–157.. Państwo Wenordenowie […] byli tak zaprzątnięci sprawami zarządu szkoły, że spóźniali się na lekcje. […] prowadzenie pensji wymagało niemałych trudów. […] długi, spłaty, weksle. […] trzeba zabiegać o względy rządowego inspektora, by nie przychodził albo przyszedłszy patrzył na różne rzeczy przez palce. Pan Wenorden pomagał żonie z całej siły we wszystkim […] dziewczęta pasjami lubiły lekcje przełożonych, gdyż umieli oni w swoje skrócone godziny wnieść dużo życia, wzbudzić zachwyt i ciekawość dla wykładanych przedmiotówM. Dąbrowska, Noce i dnie, wyd. XXIV, Warszawa, Czytelnik 1982, tom 3, s. 76.. W szkole pani Wenordenowej nie uczono patriotyzmu pojętego jako nienawiść, nie odczuwano tam zresztą prawie niewoli, żaden ucisk bowiem nie jest w stanie przeniknąć do wszystkich bez wyjątku środowisk. Korzystając z ze skromnej na krótką metę swobody też tam raczej życzliwość i zrozumienie dla ludzi, narodów, światówM. Dąbrowska, Noce i dnie, wyd.