Czyli wyzwolenie po sowiecku. Na pewno Rosjanie użyli granatów ręcznych, którymi obrzucili cywilów. W odpowiedzi na atak do Jeżowa ściągnęły posiłki złożone z funkcjonariuszy milicji oraz pracowników Urzędu Bezpieczeństwa z Brzezin. Było to konieczne, ponieważ miejscowi funkcjonariusze milicji zostali poprzedniej nocy rozbrojeni przez nieznany oddział zbrojnego podziemia i nie mogli stawić Sowietom należytego oporu. Sowieci zajęli więc bez trudu i zdemolowali lokalny posterunek milicji. Dalej demolowali stragany i terroryzowali miejscową ludność, która mimo wszystko broniła się wraz z dwoma żołnierzami Wojska Polskiego. W końcu przybył z Brzezin 23-osobowy oddział funkcjonariuszy MO z Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Mocno naciskani żołnierze sowieccy wycofali się do Popienia i zabarykadowali się w jednym z budynków zajmowanych przez Armię Czerwoną, gdzie odpierali ataki Polaków i odmawiali poddania się (mieli m.in. karabin maszynowy, z którego razili Polaków i odpierali oblężenie). Obie strony telefonowały po posiłki, bo wszystkim z czasem skończyła się amunicja, a Sowieci zaczęli trzeźwieć. Lejtnant Milutin odmawiał wydania sprawców rozruchów oblegającym Polakom, którzy grozili sądem doraźnym. Zażądał także przewiezienia rannych do szpitala.