od godziny 21:30 do 4:30 zmarły trzy osoby (drugi zgon nastąpił ok. 23:00). Pomimo że trener walczył o życie dzieci, oddając im ubranie, nie przyniosło to spodziewanych rezultatów. Zdecydował się pozostawić zmarłych na miejscu i dalej szukać drogi. Pierwszy zmarł szesnastoletni Leszek Śledź. Trener i koledzy przez dwie godziny usiłowali reanimować go, rozcierając ramiona i plecy. Po śmierci chłopca trener zdecydował, że grupa pójdzie dalej. Po drodze młodzież śpiewała kolędy, modliła się i robiła co mogła, by nie usnąć. Dwie następne ofiary przed śmiercią zasnęły. Zginęli najstarsi uczestnicy grupy, którzy torowali pozostałym drogę w zaspach i oddali im część swojej odzieży. Ponadto, jak stwierdził biegły sądowy, najstarsi chłopcy zdawali sobie sprawę z grozy sytuacji, stąd szybciej tracili siły. Po 21 godzinach marszu grupa została odnaleziona następnego dnia rano ok. 7:00 przez polskiego celnika Józefa Bolka i czechosłowackiego inżyniera leśnictwa Ludovita Janiaka, którzy udzielili jej pomocy i sprowadzili do Mutnego. Uczestnicy zostali przetransportowani do leśniczówki samochodem Moskwicz w dwóch turach, część z odmrożeniami twarzy, uszu oraz palców u rąk i nóg.
Źródło i licencja
Fragment artykułu Wikipedia — Zabłądzenie zorganizowanej grupy na stokach Pilska · historia autorów.
Tekst: CC BY-SA 4.0. Wydzielono fragment z dłuższego artykułu.