Samo określenie „aktywny strzelec” powoduje pewne nieścisłości, szczególnie w mediach. W styczniu 2014 r. stacja CNN podała w raporcie zatytułowanym Liczba masowych strzelanin wzrasta, że „incydenty z udziałem aktywnych strzelców stały się tak powszechne, że inne przykłady same przychodzą na myśl: Newtown, Navy Yard, Fort Hood, Virginia Tech”. Tego typu relacje medialne sprawiają, że w powszechnej opinii problem aktywnych zabójców postrzegany jest jako poważne zagrożenie, powodujące śmierć wielu ludzi. Tymczasem według danych FBI w stu dziesięciu przeanalizowanych incydentach tego typu z lat 2000–2012 w 3/4 przypadków ofiar śmiertelnych było mniej niż cztery, zaś w 1/4 przypadków ofiar śmiertelnych nie było wcale. Ponadto w corocznych raportach amerykańskich agencji rządowych sporządzanych w przeciągu ostatnich trzech dekad, w Stanach Zjednoczonych każdego roku dochodziło średnio do dwudziestu masowych strzelanin rocznie i liczba ta nie podlegała w badanym okresie ani zwiększeniu, ani zmniejszeniu.