Thomasa L.Sprague’a strzegących wejścia do zatoki Leyte.
Plany japońskie Plan zakładał, że siły admirała Ozawy wystawią się na uderzenia amerykańskiego lotnictwa pokładowego na północy i w ten sposób odciągną uwagę Amerykanów od głównego zespołu wiceadmirała Kurity. Zakładano, że zespół admirała Ozawy może ulec całkowitemu zniszczeniu. Japończycy zagrali odważnie, licząc, iż ten wielki gambit przyniesie im upragnione zwycięstwo.
W tym czasie ciężkie okręty nawodne miały wkroczyć do akcji i rozgromić flotę inwazyjną. Wartym zauważenia jest tu fakt, że Japończycy przyznali się sami przed sobą, że ich lotnictwo pokładowe nie stanowi już realnej siły bojowej w starciu z flotą amerykańską z uwagi na braki wyszkolonego personelu lotniczego oraz słabsze osiągi samolotów. Dlatego też postanowiono użyć lotniskowców jako przynęty, a nie głównej siły uderzeniowej. Było to niejako odwrócenie planów z I bitwy na Morzu Filipińskim, gdzie zespół wiceadmirała Kurity wystawił się na ciosy, aby lotniskowce japońskie mogły spokojnie wyprowadzić powietrzne ataki. Liczono przede wszystkim na zniszczenie amerykańskich lotniskowców. Japończycy doskonale zdawali sobie sprawę z potęgi amerykańskiego przemysłu i wiedzieli, że zniszczenie samej tylko floty inwazyjnej nie dałoby wiele, co najwyżej odroczyło klęskę – celem musiały stać się lotniskowce.