thumb|Plut. Józef Lewandowski „Lech” – dowódca plutonu piechoty (Gałki Krzczonowskie, marzec 1940 r.) thumb|Żołnierze majora Hubala (1939) thumb|Hubal ze swoimi żołnierzami (1939) thumb|Żołnierze majora Hubala (1940) thumb|Odznaka HUBALCZYCY 1939–1940eksponat ze zbiorów Izby Pamięci i Tradycji przy PSP im. Wandy i Henryka Ossowskich w Kunicach thumb|Tablica w Szańcu Hubala k. Anielina z imienną listą żołnierzy OWWP Oddział Wydzielony Wojska Polskiego, występował też pod nazwą Oddział Wydzielony Wojska Polskiego mjr. Hubala – jeden z pierwszych polskich oddziałów partyzanckich, działający w pełnym umundurowaniu wojskowym na Kielecczyźnie od końca września 1939 do 25 czerwca 1940 roku. Oddział także znany jako Hubalczycy, od przydomka dowódcy, majora Henryka Dobrzańskiego ps. Hubal.
Geneza oddziału Geneza Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego wiąże się ze 110 rezerwowym pułkiem ułanów, w którym mjr Henryk Dobrzański pełnił funkcję zastępcy dowódcy pułku. Pułk działał początkowo w składzie Brygady Rezerwowej Kawalerii „Wołkowysk”. Jednakże 20 września 1939 r. w rejonie Grodna ppłk Jerzy Dąbrowski postanowił odłączyć się od reszty brygady. W nocy z 20 na 21 września pułk przeprawił się na zachodni brzeg Niemna i skierował się do Puszczy Augustowskiej. Tam została podjęta decyzja o wyruszeniu na pomoc oblężonej Warszawie. Po dwóch potyczkach z oddziałami sowieckimi w dniach 23 i 24 września, które doprowadziły do dużych strat, resztki pułku dotarły w rejon Grajewa, a następnie znalazły się w okolicy Janowa koło Kolna. Tutaj 28 września 1939 r. ppłk J. Dąbrowski zarządził odprawę na której wydał rozkazał rozwiązać oddział. Pułk został podzielony na cztery grupy. Część oficerów i żołnierzy na czele z mjr. Dobrzańskim postanowiła walczyć dalej i skierować marsz na Warszawę. Ppłk Dąbrowski powziął decyzję marszu na Wilno. Grupa rtm. Bilińskiego poszła na południe. Pozostali zdjęli mundury, zakopali broń, oddali konie gospodarzom, założyli cywilne ubrania i rozeszli się do domów. W rezultacie grupa mjr. Dobrzańskiego (ok. 50–60 żołnierzy) zabrała ze sobą część pułkowej kasy, 1 działo, kuchnię polową i 3 ckm-y, w tym 1 taczankę, i wyruszyła w kierunku zachodnim.
Marsz na pomoc Warszawie W miejscowości Woźnawieś mjr Dobrzański podzielił swój oddział na trzy plutony – średnio po 55 ludzi i drużynę ckm. Jego skład przedstawiał się następująco: dowódca – mjr Dobrzański zastępca dowódcy – rtm. Stanisław Sołtykiewicz adiutant – kpt. dypl. Maciej Kalenkiewicz dowódca 1 plutonu – por. Feliks Karpiński dowódca 2 plutonu – por. Stanisław Masłowski dowódca 3 plutonu – ppor. Modest Iljin Przyjęto wówczas oficjalną nazwę: Oddział Wydzielony Wojska Polskiego mjr. Dobrzańskiego.
Po wyczerpującym marszu przez rejon Stawisk – Łomży – Czerwonego Boru – Ostrowi Mazowieckiej, podczas którego doszło do kilku potyczek z Niemcami, oddział 27 września dotarł do lasu położonego między Michałowem i Krubkami niedaleko Warszawy, gdzie zatrzymał się na postój. 28 września w majątku Krubki odebrano wiadomość o kapitulacji Warszawy. W tej sytuacji mjr Dobrzański podjął decyzję dalszego marszu na południe, aby przedostać się do Rumunii lub na Węgry, a stamtąd do Francji. Jednocześnie dał swoim podkomendnym możliwość wyboru: iść z nim lub wrócić do domu. Ostatecznie uzbierała się grupa licząca – według różnych źródeł – od kilkunastu do ok. 70 żołnierzy, w tym większość oficerów, która wyruszyła 29 września wieczorem.
Przejście na Kielecczyznę i początki walki partyzanckiej 1 października o świcie oddział przeprawił się przez Wisłę w okolicach Dęblina bez przeszkód ze strony Niemców i stanął we wsi Kłoda na Kielecczyźnie. 3 października dotarto w lasy starachowickie, staczając po drodze dwie potyczki z wojskami niemieckimi, w wyniku których 2 ułanów zginęło, 2 zostało rannych, a 4 zdezerterowało. Doszło wówczas do ostrego sporu między mjr. Dobrzańskim a jego zastępcą, rtm. Sołtykiewiczem na tle taktyki działań, po którym ten drugi odszedł z oddziału. Nowym zastępcą dowódcy został kpt. Maciej Kalenkiewicz. Oddział ruszył dalej w kierunku Gór Świętokrzyskich (ponownie w walkach z Niemcami), gdzie przebywał przez kilka dni, działając, ze względu na bezpieczeństwo i trudności zaopatrzeniowe, małymi grupami. Miejscowa ludność generalnie przyjaźnie i z życzliwością odnosiła się do polskich żołnierzy, zwłaszcza że mjr Henryk Dobrzański płacił za otrzymywaną żywność. Wielokrotnie oddział korzystał z pomocy ludności, która udzielała schronienia oraz dostarczała żywności. Major „Hubal” często kwaterował w leśniczówkach, w których mógł liczyć na pomoc ze strony leśników. Przykładem jednego z wielkich przyjaciół mjr. Henryka Dobrzańskiego oraz jego Wydzielonego Oddziału Wojska Polskiego był gajowy Jan Baran ze wsi Zychy. W Górach Świętokrzyskich mjr H. Dobrzański postanowił nie iść dalej za granicę, lecz pozostać w tym rejonie i prowadzić walkę partyzancką do czasu ofensywy alianckiej, której oczekiwano na wiosnę 1940 r. Po tej decyzji część żołnierzy opuściła oddział. Wszyscy oficerowie i żołnierze, którzy pozostali, przybrali konspiracyjne pseudonimy: mjr H. Dobrzański – „Hubal” (przydomek rodowy gałęzi Dobrzańskich, z której się wywodził), Maciej Kalenkiewicz – „Kotwicz”, kpt. Józef Bolesław Grabiński – „Pomian”, por. F. Karpiński – „Korab”, ppor. M. Iljin – „Klin”, pchor. Leon Gołko – „Lorek”, pchor. Zygmunt Morawski – „Bem”, kpr. Romuald Rodziewicz – „Roman”. Część żołnierzy, którzy nie mieli rodzin lub mieszkały one poza obszarem niemieckiej okupacji, pozostało przy swoich nazwiskach, m.in. kpr. Józef Alicki. Wobec coraz większej aktywności Niemców, postanowiono przejść do Puszczy Świętokrzyskiej. Z oddziału ponownie odeszła część żołnierzy, tak że liczył on zaledwie 36 ludzi i tyle samo koni. Hubal postanowił pozostawić tylko kadrowy oddział, a sam zajął się tworzeniem siatki konspiracyjnej pod nazwą Okręg Bojowy Kielce. Miała to być organizacja o charakterze wojskowym z zadaniem organizowania społeczeństwa do zbrojnego wystąpienia przeciwko Niemcom w momencie rozpoczęcia przez aliantów ofensywy na Zachodzie. Do tego czasu miano prowadzić jedynie działania służące samoobronie. W tym czasie mjr Dobrzański przyjął do swojego oddziału pierwszych 5 ochotników, spośród licznych osób zgłaszających się do niego. Byli to: ppor. saperów Marek Szymański ps. „Sęp”, kpr. Franciszek Głowacz ps. „Lis”, st. strz. Marian Kaczorowski ps. „Gruszka”, jego brat – Jerzy Szkodziński ps. „Sokół” i Marianna Cel ps. „Tereska”. Początkowo Hubal nie chciał przyjmować kobiety do swojego oddziału, ale jej prośby i upór, a w końcu potrzeba posiadania stałego łącznika, ostatecznie zdecydowały.
Działalność w Puszczy Świętokrzyskiej Wobec przygotowywanej przez Niemców obławy, oddział w liczbie 16 żołnierzy i koni wyruszył 30 października w kierunku wschodnim do lasów suchedniowskich. 1 listopada przybył do miejscowości Cisownik, gdzie zaatakowała go niemiecka kompania policji, wyposażona w broń maszynową. Hubalczycy zostali zaskoczeni, w rezultacie stracili 11 koni, natomiast nikt nie zginął. Jednakże oddział zmniejszył się o 3 osoby; st. strz. M. Kaczorowski został złapany i rozstrzelany, a 2 żołnierzy zdezerterowało. Ostatecznie zatrzymano się w gajówce Rosochy koło wsi Szałas. Tam mjr H. Dobrzański kontynuował prace nad rozbudową Okręgu Bojowego Kielce, nawiązując także kontakty z Organizacją Orła Białego w Skarżysku-Kamiennej i Służbą Zwycięstwu Polski w Kielcach. 11 listopada, po otrzymaniu informacji o zbliżaniu się kompanii Wehrmachtu, oddział udał się na północ do lasów spalskich. Dzięki pomocy ludności Kielecczyzny oddziałowi udawało się wymykać z organizowanych przez Niemców pułapek. Ci odpowiedzieli represjami w stosunku do cywilów; z tego powodu kierownictwo SZP i Delegatury Rządu na Kraj powzięły decyzję o likwidacji oddziału hubalczyków.
Wyjazd Hubala do Warszawy Pod koniec listopada mjr Dobrzański pojechał do Warszawy, aby spotkać się z Komendantem Głównym SZP, gen. Michałem Tokarzewskim-Karaszewiczem. Towarzyszył mu kpt. Maciej Kalenkiewicz, który chciał przedostać się do Wojska Polskiego powstającego we Francji. Czasowym dowódcą oddziału został kpt. J. Grabiński z zadaniem przebywania w określonym rejonie, aby po powrocie mjr H. Dobrzański mógł go szybko odnaleźć. Większość hubalczyków rozjechała się wówczas do domów na urlopy. Hubal spotkał się z gen. Karaszewiczem-Tokarzewskim 18 grudnia, przedstawiając mu dotychczasową działalność swojego oddziału i Okręgu Bojowego Kielce oraz plany związane ze spodziewaną na wiosnę ofensywą aliantów. Ten nakazał mjr. H. Dobrzańskiemu organizowanie kadry, gromadzenie broni i unikanie na razie walk z wojskami niemieckimi w oczekiwaniu na ofensywę oraz przekazał środki finansowe. W czasie kiedy Dobrzański przebywał w Warszawie spotkał się również z Adamem Papée, który był bratem szwagra majora Hubala. Hubal opowiedział o swoich planach w słowach: Będę walczył o naszą duszę, o nasz kościec moralny, chcę wywołać w społeczeństwie wolę oporu, wolę walki. Nienawidzę Niemców, nie wierzę, aby można z nimi żyć, zresztą już teraz widać, jak się do pokonanych odnoszą. Nie chcę z siebie robić bohatera, ale nie mam innego wyjścia, jak tylko walka i to mój obowiązek jako żołnierza, który przysiągł, że munduru nie zdejmie. Liczę, że do wiosny przetrzymamy, bo broni i mundurów nie brak, a co najważniejsze – moralnie jesteśmy silni, ochotników też mi nie brak. A na wiosnę chyba Francuzi się ruszą i wtedy, gdy Niemcy będą nimi zajęci, my możemy zrobić dywersję. – Tu się zaciął. – Choć te gnoje siedzą na linii Maginota i ani nie drgnęli, kiedy my tu ginęliśmy, żabojady, psiakrew, potomkowie Focha. – Słuchaj, nie powiem tego moim oficerom, ani żołnierzom, ani cywilom, którzy nam pomagają i wierzą w wiosnę, ale strach mnie bierze, jeżeli te nasze nadzieje się nie spełnią. 20 grudnia Hubal wyjechał z Warszawy i poprzez Kielce przybył 24 grudnia do swojego oddziału. Hubal ograniczył jednak kontakty z ludnością cywilną do minimum, aby nie narażać jej na represje.
Zima 1939/1940 Święta Bożego Narodzenia hubalczycy odbyli bardzo odświętnie w leśniczówce Bielawy. Wkrótce potem z powodu złego stanu zdrowia oddział opuściło dwóch żołnierzy: ppor. M. Iljin i pchor. L. Gołko. Jednocześnie dołączył jako kapelan ksiądz Ludwik Mucha z klasztoru ojców filipinów w Poświętnem. 1 stycznia 1940 r. miało miejsce słynne uczestnictwo we mszy św. w kościele w Poświętnem plut. J. Alickiego z 2 żołnierzami w pełnym umundurowaniu i uzbrojeniu, za co Hubal miał ich surowo ukarać, ale ostatecznie przekonały go argumenty plut. J. Alickiego. Na początku 1940 r. oddział operował na obszarze powiatów opoczyńskiego i koneckiego. Liczył wówczas 16 ludzi. W tym czasie rozpoczął się nowy okres w działalności oddziału. Zaczęły się przygotowania do wystąpienia zbrojnego na wiosnę. Zaczęto przyjmować nowych ochotników, na razie pojedynczo, w wyniku czego oddział wzrósł do 30 osób. Zbierano broń i wyposażenie wojskowe od okolicznych chłopów. Jednocześnie mjr H. Dobrzański rozbudowywał swoją siatkę konspiracyjną, nawiązując kontakty z różnymi środowiskami i innymi organizacjami. 8 stycznia oddział przeniósł się do Anielina. Tam Hubal postanowił uregulować jego tryb dnia. Odtąd miał on zawierać apel poranny i wieczorny, czas na posiłki oraz szkolenie wojskowe. Tym ostatnim objęci zostali przede wszystkim nowo przyjmowani ochotnicy, którzy wcześniej takowego nie przechodzili. Program szkolenia zawierał zajęcia teoretyczne, ćwiczenia praktyczne ze strzelania, taktykę, musztrę i naukę jazdy konnej. Zajęcia z ochotnikami prowadził ppor. Z. Morawski, natomiast pozostali żołnierze – w chwilach wolnych od wyjazdów na patrole – szkoleni byli w zakresie taktyki walki przez rtm. Józefa Walickiego ps. „Walbach” i kpt. J. Grabińskiego. 31 grudnia oddział wyruszył z Anielina do miejscowości Gałki Krzczonowskie, gdzie mjr H. Dobrzański zamierzał znacznie go rozbudować.
Rozbudowa oddziału