thumb|Pierwszy pomnik Polaków pomordowanych w Hucie Pieniackiej, w obrysie murów kościoła, do którego spędzono mieszkańców by potem ich wymordować thumb|Pierwszy pomnik Polaków pomordowanych w Hucie Pieniackiej. Krzyż (wysadzony w 2017 r.) z kamiennymi tablicami, na których wyryto nazwiska ofiar zbrodni thumb|Jedna z tablic z nazwiskami ofiar thumb|Druga z tablic z nazwiskami ofiar thumb|Drugi pomnik Polaków pomordowanych w Hucie Pieniackiej, ustawiony na miejscu wysadzonego krzyża w 2017 r. Zbrodnia w Hucie Pieniackiej – dokonana 28 lutego 1944 akcja pacyfikacyjna polskiej ludności cywilnej w Hucie Pieniackiej, w wyniku której śmierć poniosło około 850 osób. Pacyfikacji dokonali, według śledztwa IPN, ukraińscy policjanci jednego z batalionów 4 Pułku Policji SS (niem. Galizisches SS Freiwilligen Regiment 4) pod niemieckim dowództwem, wraz z okolicznym oddziałem Ukraińskiej Powstańczej Armii i oddziałem paramilitarnym składającym się z nacjonalistów ukraińskich, pod dowództwem Włodzimierza Czerniawskiego.
Huta Pieniacka liczyła wówczas 172 gospodarstwa i około 1000 mieszkańców, we wsi znajdowało się również spora liczba uciekinierów (m.in. z Wołynia), którzy opuszczali miejsca zamieszkania obawiając się fali morderstw dokonywanych przez nacjonalistów ukraińskich i wspomagających ich miejscowych ukraińskich chłopów. Ocalało około 160 osób.
Tło wydarzeń Od początku 1944 r. banderowska frakcja OUN i jej zbrojne ramię UPA dokonywały ludobójczej czystki etnicznej wobec Polaków w Małopolsce Wschodniej. W Hucie Pieniackiej działał liczący około 40 osób oddział samoobrony, kompania Armii Krajowej pod dowództwem st. sierżanta Marcina Sieroczuka ps. „Żbik” oraz dowodzony przez przybyłego ze Lwowa Kazimierza Wojciechowskiego ps. „Satyr” 60-osobowy oddział Kedywu (według prokuratury IPN Wojciechowski był także dowódcą samoobrony), co sprawiało, że ukraińskie podziemie uznawało swoje siły za zbyt słabe, by samodzielnie zniszczyć tę wieś. W tej sytuacji banderowcy dążyli do zaangażowania do wspólnego ataku na Hutę Pieniacką 4. galicyjskiego pułku SS złożonego z Ukraińców, którzy ochotniczo zgłosili się do służby w SS Freiwilligen Division „Galizien”.
W styczniu 1944 r. w Hucie Pieniackiej przebywała grupa dywersyjna NKWD „Zwycięzcy” Dmitrija MiedwiediewaD. Miedwiediew: Silnyje duchom. Kijów, 1981. wersja elektroniczna . W zamian za udzielaną pomoc partyzanci szkolili członków samoobrony i przekazywali im broń i amunicję. 19 lutego 1944 roku do Huty Pieniackiej przybył sowiecki oddział partyzancki (według ustaleń śledztwa IPN był to oddział Borysa Krutikowa liczący kilkaset osób). Wbrew rozkazowi dowódcy samoobrony dowódca kompanii "Żbik" samowolnie wpuścił Sowietów do wsi. Partyzanci kwaterowali w Hucie Pieniackiej kilka dni (według prokuratury IPN do 21-22 lutego; według Damiana Markowskiego do 23 lutego). W tym czasie odwiedzali sąsiednie wsie, zarówno polskie, jak i ukraińskie. W Majdanie i Hucie Wierchobuskiej zwerbowali w swoje szeregi Polaków ze straży leśnej (Forstschutz) i dezerterów z polskiego Schutzmannschaft z Wołynia. Zarekwirowali karabin przeciwpancerny należący do AK. We wsiach ukraińskich dokonywali zaboru mienia i gwałtów. Jak stwierdzono później w meldunku komendanta Okręgu AK "Tarnopol", działania Sowietów "szły na konto Huty".
Pomoc Żydom Mieszkańcy Huty Pieniackiej udzielali pomocy grupie Żydów, którzy ukrywali się przed Niemcami. Miedwiediew wspominał, że rannego sowieckiego partyzanta opatrzył lekarz narodowości żydowskiej, który ukrywał się w Hucie Pieniackiej. O ukrywaniu się Żydów we wsi pisał także w swoim raporcie Mychajło Chronowiat, członek Zarządu Wojskowego SS-Galizien.
Trzy Żydówki ukrywały się w domu dowódcy samoobrony Kazimierza Wojciechowskiego.
Feiwel Auerbach wspominał, że przetrwał okupację niemiecką w grupie 30 Żydów wspomaganych przez mieszkańców Huty Wierchobuskiej i Huty Pieniackiej. Inny ocalony z Holokaustu, Zwi Weigler, jako powód pacyfikacji Huty Pieniackiej wskazywał ukrywanie Żydów.
Wskutek ukraińskich donosów Kreishauptmann ze Złoczowa zagroził sołtysom Huty Pieniackiej i Huty Wierchobuskiej ukaraniem mieszkańców obu wsi, jeśli nie zaprzestaną oni pomagać Żydom. Skutkowało to jedynie tym, że Polacy poprosili Żydów, by nie pokazywali się w tych miejscowościach za dnia. Po 23 lutego 1944 wobec groźby pacyfikacji Żydzi przestali nocować w Hucie Pieniackiej.
Grupa Żydów widziała nadejście oddziału pacyfikacyjnego i z odległości około 1 km obserwowała zagładę Huty Pieniackiej.
Potyczka z 23 lutego 1944 Wiadomość o pobycie sowieckich partyzantów w Hucie Pieniackiej dotarła do niemieckich władz okupacyjnych. Prawdopodobnie przekazał ją Niemcom komendant Ukraińskiej Policji Pomocniczej z Podhorzec. Po opuszczeniu wioski przez Sowietów 23 lutego we wsi pojawił się patrol policyjny złożony z Ukraińców. Było to około 40 policjantów z 6. kompanii 2. batalionu 4. Pułku SS. Członkowie samoobrony początkowo nie podejmowali walki, obserwując działania przeciwnika, a ogień otworzyli dopiero w odpowiedzi na ostrzelanie przez Ukraińców polskiej ludności, która rzuciła się do ucieczki sądząc, że doszło do ataku UPA.
W potyczce po stronie polskiej wzięły udział także 2 pluton AK z Huty Wierchobuskiej i pododdział Kedywu. Polacy uznali, że mają do czynienia z przebranymi upowcami. Ukraińcy zostali zmuszeni do wycofania się. Przed całkowitym rozbiciem uchroniła oddział SS sotnia UPA, która zaatakowała Polaków z boku (zdaniem Grzegorza Motyki była to sotnia „Siromanci”, natomiast Damian Markowski wskazuje, że był to pododdział z kurenia UPA Maksyma Skorupskiego "Maksa").
Podczas walki zginęło dwóch napastników (Ołeksa Bobak i Roman Andrijczuk), a 12 zostało rannych (dwóch z nich później zmarło). Po stronie polskiej było 2 zabitych i 3 rannych. Na podstawie dokumentów znalezionych przy poległych napastnikach udało się ustalić, że byli oni żołnierzami stacjonującej w Brodach SS Freiwilligen Division „Galizien”. Ta wersja wydarzeń nie zakłada, że ówcześnie ta jednostka ukraińska była szkolona na terenie Generalnego Gubernatorstwa (Heidelager/Dębica) oraz Niemiec (Neuhammer/Świętoszów).
W odwecie Niemcy wysłali do Huty Pieniackiej jeden z batalionów 4. galicyjskiego pułku policji SS (około 500–600 osób), dowodzony przez niemieckiego kapitana. W nocy z 27 na 28 lutego 1944 do wsi przybył łącznik AK, przekazując zalecenia Inspektoratu Armii, by oddział samoobrony postarał się uniknąć walki ze zbliżającym się przeciwnikiem, najlepiej przez ewakuację oraz stworzenie wrażenia, że wieś jest bezbronna, a wśród mieszkańców są tylko kobiety, dzieci i starcy. Istniała wówczas nadzieja, że oddanie wsi bez walki jest jej jedyną szansą na ocalenie i uniknięcie pacyfikacji.
Masakra 28 lutego 1944 wczesnym rankiem Huta Pieniacka została otoczona przez kompanie 2. batalionu 4. galicyjskiego pułku ochotniczego SS wspomagane przez oddział UPA oraz przez ukraińskich chłopów z okolicznych wsi. Według prokuratury IPN oraz Huberta Kuberskiego oddziałem UPA współpracującym z SS była sotnia "Siromanci" pod dowództwem Dmytra Karpenki "Jastruba" podległa III Okręgowi Wojskowemu Łysonia, natomiast zdaniem Damiana Markowskiego był to kureń Maksyma Skorupskiego "Maksa".
Istnieją sprzeczne przekazy co do tego, czy oddział samoobrony zdołał ewakuować się przed otoczeniem Huty Pieniackiej. Według prokurator IPN Bogusławy Marcinkowskiej zalecenia Inspektoratu AK przyszły zbyt późno i wieś zdołało opuścić zaledwie kilku mężczyzn. Z kolei według D. Markowskiego oraz Henryka Komańskiego i Szczepana Siekierki ewakuacja oddziału powiodła się i wieś pozostawiono bezbronną. Sulimir Żuk twierdził, że część członków samoobrony nie podporządkowała się rozkazowi i pozostała we wsi, lecz nie podjęła walki wobec przewagi przeciwnika.
Pacyfikacja rozpoczęła się od wystrzelenia trzech kolorowych rakiet sygnalizacyjnych z rakietnicy, po czym zabudowania na obrzeżu wsi zostały ostrzelane z karabinów i artylerii. Słysząc to mieszkańcy zaczęli uciekać i chować się w piwnicach lub wcześniej przygotowanych schronach. Po zakończeniu ostrzału do wsi wkroczyli ukraińscy policjanci SS i cywile Ukraińcy. Napastnicy strzelali do uciekających oraz osób stawiających jakikolwiek opór. Pozostałych wyprowadzali z domów i prowadzili do budynków kościoła i szkoły, które znajdowały się w centrum wsi.
Gdy ludność została zgromadzona w kościele i szkole, obok kościoła rozpoczęto przesłuchiwanie wybranych osób pod kątem informacji o pobycie i leczeniu sowieckich partyzantów oraz o ukrywanych Żydach. Zdaniem prokuratury IPN dobór przesłuchiwanych świadczy o wiedzy okupanta na temat składu osobowego samoobrony, jej dowództwa i kryjówek, w których przebywali ranni sowieccy partyzanci. Przesłuchiwani byli bici i torturowani; wśród nich był Kazimierz Wojciechowski. Został on rozpoznany w kościele i wywleczony na przykościelny plac, gdzie po torturach oblano go łatwopalną cieczą i podpalono, doprowadzając do jego zgonu. Wcześniej, jeszcze w domu, zamordowano jego żonę, córkę i ukrywające się tam Żydówki. Oblany łatwopalną cieczą i spalony został również mieszkaniec wsi, u którego wykryto rannych sowieckich partyzantów, pozostawionych w Hucie Pieniackiej na leczenie (ich samych na miejscu zastrzelono). Przesłuchiwany i zamordowany został także członek samoobrony, który został ranny w potyczce 23 lutego.
Napastnicy zachowywali się bestialsko także wobec kobiet i dzieci, np. siedemdziesięcioletnią Rozalię Sołtys ugodzili bagnetem, rozpruwając jej brzuch, innej kobiecie zabili noworodka, rzucając nim o mur, zastrzelili rodzącą w kościele kobietę. Jedna z mieszkanek Huty Pieniackiej rozpoznała w uczestniczącym w pacyfikacji esesmanie swojego krewnego z sąsiedniej wsi. Sprawca nie usłuchał błagania o litość, zabił męża i dziecko kobiety a ją samą pchnął nożem w pierś, mówiąc: "Teraz wojna - nie ma krewnych". Kiedy rozeszła się wiadomość, że kościół jest zaminowany i zostanie wysadzony w powietrze, wybuchła panika, a zamknięte drzwi nie pozwalały wydostać się na zewnątrz.
Opuszczone zabudowania były grabione przez przybyłych z wojskiem, zmobilizowanych cywilnych Ukraińców, którzy zrabowany dobytek ładowali na podwody i wywozili. Okradzione domostwa podpalano, oczekując przy tym na ewentualną ucieczkę z płomieni ukrywających się Polaków, do których strzelano. Zajmowali się tym głównie nacjonaliści ukraińscy towarzyszący żołnierzom SS.
Około godz. 14 rozpoczęto wyprowadzać z kościoła i szkoły kilkudziesięcioosobowe grupy, które pod eskortą doprowadzano do stodół i drewnianych zabudowań gospodarczych. Najpierw wyprowadzano kobiety i dzieci a później mężczyzn; wszystkich zapewniano, że zostaną puszczeni wolno, bądź wywiezieni na roboty przymusowe w III Rzeszy. Następnie obiekty z zamkniętymi ludźmi ostrzeliwano z broni maszynowej i podpalanoSerhiĭ Bohunov. Polacy i Ukraińcy pomiędzy dwoma systemami totalitarnymi 1942-1945. Instytut Pamięci Narodowej Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Centralne Archiwum, Sluzhba Bezpeky Ukraïny. Derzhavnyĭ arkhiv . „Członek bandy UPA Dowhan Justyn s. Wasyla zeznał „Nie pamiętam dokładnie daty, leczy dobrze wiem, że pod koniec lutego 1944, wczesnym rankiem, do mojego mieszkania wpadł Melnyk syn Zachara i kazał mi szybko stawić się przed chałupą Jakimowa, gdzie otrzymam broń. Przy tym powiadomił mnie on, że zaraz cała banda UPA wspólnie z bandą z Wołynia i niemieckimi wojskami SS-Galizien ruszyła na wieś Huta Pieniacka.”, s. 979. [...]” Mieszkańców wsi Huta Pieniacka zapędzono do 4 lub 5 szop, w których znalazło się, ogólnie biorąc około 700–750 ludzi. Wszyscy zostali spaleni.”, s. 981..