Antonina Wyrzykowska z domu Karwowska (ur. 12 sierpnia 1916 w Janczewku, zm. 29 listopada 2011 w Milanówku) – polska Sprawiedliwa wśród Narodów Świata.
Życiorys Dzieciństwo i młodość Urodziła się 2 sierpnia 1916 w rodzinie katolickiej. Rodzice prowadzili małe gospodarstwo rolne we wsi Janczewko ok. 3 km na południowy zachód od Jedwabnego (ziemia łomżyńska). Ojciec – Franciszek Karwowski – znany był ze swojej pobożności, matką była Józefa z domu Skrodzka. Sytuacja materialna rodziny była trudna, w domu potrzebne były ręce do pracy, stąd Antonina zakończyła edukację na drugiej klasie szkoły podstawowej. W wieku 16 lat wyszła za mąż za Aleksandra Wyrzykowskiego i zamieszkali wspólnie z jej rodzicami w Janczewku.
Okres II wojny światowej Jest wiele relacji wskazujących, że Antonina Wyrzykowska, jej rodzice i mąż odznaczali się naturalnym pragnieniem niesienia pomocy osobom prześladowanymPrzykładem może być relacja Lei Kubran i inne, które przytacza Anna Bikont w książce My z Jedwabnego, Warszawa: Prószyńska i S-ka, 2004. Można je znaleźć zwłaszcza w rozdziale 10 zatytułowanym Tylko ja wiedziałam, że było ich siedmioro, czyli opowieść o Antoninie Wyrzykowskiej.. Gdy w lipcu 1941 hitlerowcy założyli w Łomży getto i zamknęli w nim łomżyńskich Żydów oraz żydowskich uciekinierów z okolicy (m.in. z Jedwabnego, Piątnicy i Stawisk), Wyrzykowscy dostarczali do niego z narażeniem życia żywność, m.in. przekraczając nielegalnie granice łomżyńskiego getta. Kres tej pomocy położyła likwidacja getta 1 listopada 1942.
Mimo że za pomoc Żydom groziła śmierć całej rodzinie, a Wyrzykowscy mieli małe dzieci (Helenkę 7 lat i Antosia 2 lata), rodzina ciągle pomagała osobom narodowości żydowskiej. W roku 1942 ukryli w obrębie swojego gospodarstwa siedmiu Żydów: Mojżesza (Mosze) Olszewicza, Berka Olszewicza – brata Mojżesza, Szmula Wasersztejna, Elkę – narzeczoną Mosze Olszewicza, Izraela (Srolke) Grądowskiego, Jankiela Kubrzańskiego i Leę Sosnowską – narzeczoną JankielaNazwiska uratowanych podaje wiele osób, w tym sami Wyrzykowscy. Podaje je m.in. Szymon Datner w książce Las sprawiedliwych, Warszawa 1968.. Niektórzy z nich rok wcześniej uniknęli pogromu w Jedwabnem. Przebywali oni w dwóch zakonspirowanych schronach (pod chlewem i kurnikiem) od listopada 1942 do stycznia 1945 (do momentu wkroczenia na te tereny wojsk radzieckich)Tuż przed nadejściem frontu, obawiając się pożaru, Wyrzykowscy przygotowali nocą jeszcze jeden schron w polu, w kartoflisku. Nie wiadomo jednak czy schronienie to zostało wykorzystane.. Schowanym udało się przetrwać w ukryciu, mimo iż Niemcy przynajmniej jeden raz przeszukiwali gospodarstwo przy pomocy psów, a tuż obok stacjonowało kilku niemieckich żandarmówŻandarmi stacjonowali w obrębie tego samego gospodarstwa (w budynku gospodarczym Wyrzykowskich w odległości ok. 100 m od schronów). Kiedy jeden z Niemców ciężko zachorował, Wyrzykowska próbowała go leczyć, a następnie pojechała do Jedwabnego na posterunek niemieckiej żandarmerii i zawiadomiła o nagłej chorobie ich współrodaka..
Sprawa pobicia Antoniny Wyrzykowskiej Wydarzeniem, które silnie wpłynęło na późniejsze losy Antoniny Wyrzykowskiej i jej rodziny, było dotkliwe pobicie jej w marcu 1945 przez sześciu sąsiadów należących do miejscowej partyzantki. Wydarzenie to miało prawdopodobnie miejsce w nocy 13 na 14 marca 1945Ta data znajduje się w dokumentach sporządzonych przez Urząd Bezpieczeństwa w Łomży.. Sprawcy chcieli pozbawić życia ostatniego ukrywającego się jeszcze w gospodarstwie Żyda i zażądali jego wydania. Wyrzykowska odmówiła, po czym została okrutnie pobitaPobity został też ojciec Antoniny, przede wszystkim jednak ucierpiała ona. Według jej relacji, relacji jej męża i innych osób, została zmaltretowana. Pomimo tego została zmuszona przez napastników do zaprzęgnięcia konia i odwiezienia ich do Jedwabnego wraz ze zrabowanym przez nich dobytkiem Wyrzykowskich.. Następnego dnia po napadzie Wyrzykowscy wyjechali do Łomży, gdzie dołączyli do ocalonych przez nich Olszewiczów i Kubrzańskich. W kwietniu 1945 Antonina Wyrzykowska złożyła zeznania w Urzędzie Bezpieczeństwa w Łomży informując o napadzie i podając nazwiska wszystkich sprawców pobicia (jeden z nich został skazany). Było to później powodem oskarżania jej o wydanie Urzędowi Bezpieczeństwa członków polskiego podziemia niepodległościowegoOskarżenia takie pojawiły się dopiero po wydaniu przez Grossa książki Sąsiedzi. Znalazły się w książce historyka IPN Krzysztofa Sychowicza Ziemia Łomżyńska i jej mieszkańcy w latach 1944–1956 (czyli jak to było naprawdę), wydanej w Łomży w 2005 roku. Zalicza on w niej Wyrzykowską do osób, które „z własnej inicjatywy” przekazywały informacje aparatowi bezpieczeństwa. Autor pisze: I tak 9 kwietnia tego samego roku do UB w Łomży zgłosiła się Antonina Wyrzykowska z Janczewa gm. Jedwabne, która podała nazwiska osób biorących udział w pogromie ludności żydowskiej na tym terenie w 1941 r. oraz 10 członków AK z Jedwabnego. Informację tę umieszcza Sychowicz w następującym kontekście: „W wyniku takich właśnie działań i informacji, według zestawień PUBP w Łomży, do 17 lipca 1945 r. przez jego areszty przewinęło się 727 członków AK i 69 NSZ”. Sformułowania Sychowicza mocno skrytykowała i nazwała bałamutnymi Joanna Tokarska-Bakir w swoim artykule „Strach w Polsce”, opublikowanym w „Gazecie Wyborczej”, 13-01-2008 (dostępny w internecie na gazeta.pl). Wydział Prasowy IPN, nie wypowiadając się wprost o zasadności oskarżenia wysuniętego przez swojego pracownika, poinformował, że „książka Krzysztofa Sychowicza... nie została wydana przez IPN, lecz przez Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej w Łomży, we wrześniu 2005 roku”. Źródło: Sprostowanie do artykułu redaktor Anny Bikont Pięć lat po Jedwabnem, ipn.gov.pl..
W tym czasie (jesienią 1945) Wyrzykowska dojrzewała coraz bardziej do decyzji o opuszczeniu Polski. Sama pisze o dramatycznych wydarzeniach wojny i pierwszych miesięcy powojennych tak: „Przechowywałam siedem osób przez 28 miesięcy w schronie w chlewie pod gnojem. Zaznaczam, że byli bez centa. Nie chodziło mnie o pieniądz, ale o ratowanie życia ludzkiego, nie chodziło o wyznanie, tylko o człowieka. Po wyzwoleniu byłam wielokrotnie bita i im też groziło nieszczęście, więc musiałam opuścić rodzinne strony”Z listu Antoniny Wyrzykowskiej do Żydowskiego Instytutu Historycznego. List znajduje się w teczce Wyrzykowskiej w Instytucie Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu (Jad Waszem)..
Okres powojenny Antonina Wyrzykowska opuściła Polskę jesienią 1945 razem z sześcioma ocalonymi przez siebie osobami (w Polsce został tylko Izrael Grądowski), uciekinierzy przeszli przez zieloną granicę i dotarli do obozu dla uchodźców w Linzu w Austrii. Dzieci Wyrzykowskiej zostały w tym czasie w Polsce z ojcem. Austria była dla tej grupy etapem przejściowym, Wyrzykowska jednak zdecydowała się wrócić do kraju i połączyć z rodziną. Wyrzykowscy, nie widząc możliwości zamieszkania w rodzinnej wsi, osiedli w Bielsku Podlaskim, gdzie dzięki pomocy rodziny jednego z ocalonych kupili gospodarstwo. Gospodarstwo jednak podupadło i na początku lat 60. Wyrzykowscy, z pomocą Szymona Datnera, przeprowadzili się do Milanówka. Wyrzykowska pracowała wtedy w Warszawie jako woźna w szkołach przy ul. Barskiej, Raszyńskiej, Emilii Plater (dojeżdżała z Milanówka), później zaczęła pracować w sklepie. W tym okresie zmarł jej mąż, Aleksander. Antonina dorabiała sprzątaniem, syn pracował w urzędzie gminy. W latach 70. zaczęły się wyjazdy Wyrzykowskiej do Ameryki na zaproszenie rodziny Kubrzańskich i innych ocalonych. W czasie kolejnego pobytu w USA Wyrzykowska wyszła za mąż za Amerykanina z Polonii, małżeństwo trwało jednak krótko. Trzecie małżeństwo zawarła także w USA, także z Amerykaninem polskiego pochodzenia, jednak i to małżeństwo skończyło się rozwodem.
W ostatnich kilkunastu latach Antonina Wyrzykowska żyła między Polską a Ameryką. Nie szukała rozgłosu, bała się ujawnić swoją wiedzę o dramatycznych wydarzeniach czasu wojny, m.in. wiedzę o okolicznościach zbrodni w Jedwabnem. Utrzymywała jednak bezpośrednie kontakty przynajmniej z częścią ocalonych przez siebie osób. Prowadziła też z nimi korespondencję, istnieją jednak relacje, że wszystkie listy niszczyła niedługo po przeczytaniu. Odwiedzała też kilkakrotnie Polskę, między innymi w 2001 w okresie obchodzenia 60. rocznicy wydarzeń w Jedwabnem. Nie przyjechała jednak wtedy do Jedwabnego i stwierdziła, że nigdy już tego nie uczyni. Nie odwiedziła też rodzinnego Janczewka.
Powojenne losy uratowanych przez Antoninę Wyrzykowską Mojżesz i Elka Olszewiczowie po ucieczce z Polski ostatecznie zamieszkali w Buenos Aires. Mojżesz używał później imienia Mieczysław. Założyli firmę produkującą i sprzedającą torby. Konsekwentnie odmawiali kontaktu z dziennikarzami i nie chcieli wracać do wspomnień czasu wojnyLosy ocalonych głównie w oparciu o książkę Anny Bikont My z Jedwabnego..
Berek Olszewicz, brat Mojżesza, w 1941 roku miał 12 lat. Po wojnie towarzyszył bratu i jego żonie w Argentynie.
Szmul Wasersztejn przez krótki czas po wojnie mieszkał nadal u Wyrzykowskich. Po wyjeździe z Polski do początku lat 60. żył na Kubie z żoną (poznaną w Polsce Rachelą Goldwaser). Po rewolucji Castro oboje uciekli do USA, pozostawiając dorobek kilkunastu lat życia. Po krótkim pobycie w Filadelfii wyemigrowali do Kostaryki, gdzie zaczynali jako ludzie bez podstawowych środków do utrzymania, stopniowo jednak coraz lepiej sobie radząc. Mieli czworo dzieci. Wasersztejn odegrał istotną rolę w przywracaniu pamięci o wydarzeniach w Jedwabnem – jego zeznanie złożone przed pracownikami Żydowskiej Komisji Historycznej w Białymstoku było podstawowym świadectwem, które doprowadziło do procesu niektórych sprawców pogromu w 1949Zeznanie Wasersztejna spisane w Białymstoku w dniu 5.04.1945 znajduje się w archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego, kolekcja 301, dokument 152.. Czuł się kustoszem pamięci o wydarzeniach z 10 lipca 1941, jednak jego pamięć wydarzeń ulegała stopniowo zniekształceniom. Jako już starszy i schorowany człowiek, w latach 1995–1999, Szmul Wasersztejn podyktował książkę Ujawnienie. 10 lipca 1941 r., zawierającą i fakty historyczne i liczne wątpliwe lub wręcz mityczne opisy dotyczące zbrodni jedwabieńskiej. Od zimy 2001, w okresie żywej dyskusji o pogromie w Jedwabnem, pojawił się zdementowany później pogląd, że Wasersztejn był po wojnie funkcjonariuszem UB w ŁomżyProf. Tomasz Strzembosz, który upublicznił tę wiadomość, po kilku miesiącach przyznał się do błędu i odwołał ją w prywatnym liście do Anny Bikont, opublikowanym w „Gazecie Wyborczej” z 25 sierpnia 2002. To niesłuszne oskarżenie zdążyło jednak być już wielokrotnie powtórzone zwłaszcza przez prasę prawicowonarodową.. Wasersztejn przynajmniej jeden raz odwiedził po wojnie Polskę i Jedwabne. Zmarł schorowany 9 lutego 2000 w czasie wizyty Antoniny Wyrzykowskiej w Kostaryce.
Jankiel i Lea Kubrzańscy po wyjściu ze schronu zamieszkali początkowo w rodzinnym domu Kubrzańskich, ale tylko jako goście, dom zajmowali bowiem Polacy. Nie czuli się bezpiecznie i przenieśli się do Łomży. Z grupą innych ocalonych wyjechali z Polski i przez 4 lata, do 1949 roku, przebywali w obozie w Austrii, a następnie wyjechali do USA. Osiedlili się w Connecticut, gdzie Jankiel pracował jako stróż nocny, później robotnik i majster, ona jako kucharka. Mieli troje dzieci. W Ameryce Jankiel zaczął używać imienia Jack, nazwisko zaś małżonkowie zmienili na Kubran.