thumb|Obwieszczenie informujące o rozstrzelaniu 100 polskich zakładników. Warszawa, 3 grudnia 1943 Egzekucje uliczne w Warszawie (1943–1944) – masowe egzekucje polskich zakładników przeprowadzane przez okupantów niemieckich na ulicach Warszawy.
Pierwsze egzekucje na ulicach stolicy miały miejsce w połowie października 1943, wkrótce po objęciu stanowiska Dowódcy SS i Policji na dystrykt warszawski przez SS-Brigadeführera Franza Kutscherę. W okresie jego rządów zamordowano w Warszawie około 5000 Polaków, z czego co najmniej 1200 stracono bezpośrednio na ulicach miasta. W gronie ofiar znajdowali się przede wszystkim zwykli warszawiacy zatrzymani podczas masowych łapanek.
Niemcy zrezygnowali z jawnych egzekucji ulicznych w połowie lutego 1944 – po udanym zamachu na Kutscherę przeprowadzonym przez żołnierzy Kedywu Armii Krajowej.
Geneza thumb|Obwieszczenie informujące o wejściu w życie rozporządzenia „o zwalczaniu zamachów na niemieckie dzieło odbudowy w Generalnym Gubernatorstwie”
Warszawa była uznawana przez niemieckich okupantów za centrum polskiego oporu przeciw nazistowskiemu „nowemu porządkowi”. Mimo iż w Generalnym Gubernatorstwie dawną stolicę Polski próbowano zdegradować do roli miasta prowincjonalnego, Warszawa nadal pozostawała centrum polskiego życia politycznego, intelektualnego i kulturalnego. Stanowiła także siedzibę władz Polskiego Państwa Podziemnego oraz miejsce funkcjonowania szczególnie silnych i dobrze zorganizowanych struktur ruchu oporu. Generalny gubernator Hans Frank zapisał w swoim dzienniku pod datą 14 grudnia 1943: „Mamy w tym kraju jeden punkt, z którego pochodzi wszystko zło: to Warszawa. Gdybyśmy nie mieli Warszawy w Generalnym Gubernatorstwie, to nie mielibyśmy 4/5 trudności, z którymi musimy walczyć. Warszawa jest i pozostanie ogniskiem zamętu, punktem, z którego rozprzestrzenia się niepokój w tym kraju”.
Od pierwszych dni okupacji Niemcy stosowali zakrojony na szeroką skalę terror wobec ludności stolicy. Był on wymierzony w pierwszym rzędzie w przedstawicieli polskich elit politycznych i intelektualnych, społeczność żydowską oraz osoby w jakikolwiek sposób powiązane z ruchem oporu. Pod błahymi pretekstami nagminnie stosowano zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Warszawskie więzienia i areszty – Pawiak, areszt śledczy przy ul. Daniłowiczowskiej, więzienie mokotowskie, piwnice siedziby Gestapo w al. Szucha – zapełniły się aresztowanymi. Codziennością stały się uliczne łapanki, wywózki na roboty przymusowe, deportacje do obozów koncentracyjnych i zbiorowe egzekucje. Więźniów politycznych z Warszawy rozstrzeliwano zazwyczaj w tajemnicy, w okolicach niedostępnych dla osób postronnych. Miejscami kaźni stały się m.in.: ogrody sejmowe, Las Kabacki, Szwedzkie Góry na terenie Bemowa, Las Sękociński koło Magdalenki, Lasy Chojnowskie koło Stefanowa, Laski, Wydmy Łuże i Wólka Węglowa na obrzeżach Kampinosu, a przede wszystkim – „polana śmierci” w okolicach Palmir. Począwszy od wiosny 1943 polskich więźniów politycznych masowo rozstrzeliwano w ruinach getta warszawskiego. Na tym tle swego rodzaju wyjątkiem było publiczne powieszenie 50 Polaków w dniu 16 października 1942.
Polityka okupanta uległa zaostrzeniu jesienią 1943, gdy Niemcy zintensyfikowali wysiłki mające na celu złamanie rosnącego w siłę polskiego ruchu oporu. Na wniosek policji bezpieczeństwa generalny gubernator Hans Frank wydał w dniu 2 października 1943 rozporządzenie „o zwalczaniu zamachów na niemieckie dzieło odbudowy w Generalnym Gubernatorstwie” (weszło w życie 10 października). Rozporządzenie całkowicie usankcjonowało stosowaną przez okupantów zasadę odpowiedzialności zbiorowej, przewidując m.in., iż „podżegacze i pomocnicy podlegają karze jak sprawca”, a „czyn usiłowany jest karalny tak jak czyn dokonany”. W praktyce na tej podstawie rozstrzeliwano całkowicie przypadkowe osoby. Poufne wytyczne w sprawie stosowania tego aktu precyzowały przy tym, że za „zamach na niemieckie dzieło odbudowy” może być uznany nawet nielegalny ubój lub handel na czarnym rynku. Rozporządzenie przewidywało tylko jedną formę kary – wyrok śmierci wykonywany w trybie natychmiastowym. Uczyniło ono także doraźne sądy policji bezpieczeństwa (niem. Standgericht) jedynymi organami właściwymi do rozpatrywania spraw o „zamachy na niemieckie dzieło odbudowy”. Zgodnie ze słowami samego Franka (19 października 1943) sądy doraźne zostały wyposażone w „nadzwyczajne pełnomocnictwa, z odsunięciem na bok wszelkich hamujących obiekcji natury formalnej”.
Zaostrzenie kursu wobec ludności Generalnego Gubernatorstwa przełożyło się w szczególności na zwiększenie represji wobec ludności Warszawy, gdzie w ocenie niemieckich władz policyjnych sytuacja pozostawała szczególnie napięta. Kwestię tę omawiano m.in. podczas narady z udziałem generalnego gubernatora Franka, odbytej w Krakowie w dniu 27 września 1943. Zapowiedziano wówczas przeprowadzenie w Warszawie wielkiej obławy wymierzonej w ukrywających się Żydów oraz osoby zamieszkujące w mieście bez zameldowania. Podkreślono przy tym, że wszystkie osoby przebywające w Warszawie, a nie mogące się w dostatecznym stopniu wylegitymować, zostaną rozstrzelane, gdyż „wszystkich tych, którzy ukrywają się w Warszawie, należy uznać za członków grup terrorystycznych”. W trakcie narady SS-Oberführer Walter Bierkamp, dowódca SD i policji bezpieczeństwa w Generalnym Gubernatorstwie (BdS), podkreślił, iż planowane działania mają sprawić, aby „ludność polska poczuła, że władze niemieckie teraz już naprawdę ostro biorą się do rzeczy”.
Drastyczne nasilenie terroru wobec ludności stolicy zbiegło się także z objęciem funkcji Dowódcy SS i Policji na dystrykt warszawski przez SS-Brigadeführera Franza Kutscherę (25 września 1943). Nowy SS- und Polizeiführer był zwolennikiem stosowania polityki twardej ręki wobec podbitych przez III Rzeszę narodów. Środkiem, za pomocą którego zamierzał spacyfikować Warszawę, były masowe egzekucje zakładników, dokonywane w odwecie za każde antyniemieckie wystąpienie. W odróżnieniu od dotychczasowej praktyki część ofiar planowano jednak likwidować w sposób jawny – tj. na ulicach miasta. Niemcy liczyli, że w ten sposób zdołają zastraszyć mieszkańców stolicy, a zarazem wbić klin pomiędzy ruch oporu a ludność cywilną.
Egzekucje uliczne w okresie rządów Kutschery Początek akcji represyjnej thumb|Obwieszczenie z 30 października 1943, informujące o skazaniu na śmierć 37 Polaków. Informuje ono, iż dwóch skazańców zostało już straconych, a pozostali będą traktowani jako zakładnicy thumb|Artykuł na temat nowej fali terroru niemieckiego, opublikowany w warszawskim organie PPR thumb|Mieszkańcy Warszawy zgromadzeni pod jednym z megafonów ulicznych („szczekaczek”) przez które były ogłaszane m.in. zarządzenia władz niemieckich oraz informacje o zatrzymanych zakładnikach i przeprowadzanych egzekucjach W pierwszej dekadzie października 1943 w Warszawie zaczęły krążyć pogłoski o planowanej przez okupanta wielkiej akcji represyjnej, której celem miało być jakoby wymordowanie 20 000 mieszkańców miasta. Tymczasem 13 października – trzy dni po wejściu w życie rozporządzenia „o zwalczaniu zamachów na niemieckie dzieło odbudowy…” – Warszawę dotknęła fala łapanek ulicznych o niespotykanym dotychczas zasięgu i brutalności. Masowe obławy miały miejsce w wielu punktach miasta, w szczególności jednak dotknęły Śródmieście (m.in. rejon Dworca Głównego i placu Trzech Krzyży). Wiele osób zatrzymano również w mieszkaniach. Podziemny „Biuletyn Informacyjny” oceniał, że tego dnia Niemcy aresztowali blisko 1500 warszawiaków. Na samym tylko Pawiaku osadzono od 350 do 450 osób. „Starzy” więźniowie odnotowali wówczas, iż nowo przybyłych nie zarejestrowano w więziennej ewidencji. Ponadto nie zastosowano wobec nich normalnej procedury, na którą składało się m.in. skierowanie do łaźni, czy oddanie prywatnych przedmiotów do depozytu. Zamiast tego nowych więźniów skierowano do specjalnych cel oznaczonych napisem Aktion (pol. „Akcja”). Dotychczas na Pawiaku traktowano w ten sposób wyłącznie schwytanych po „aryjskiej stronie” Żydów, których po krótkim pobycie w więzieniu rozstrzeliwano w trybie doraźnym. Przez kilka następnych dni wachmani z załogi Pawiaka brutalnie znęcali się nad przywiezionymi z łapanek więźniami. Doszło do kilku zabójstw.
Odtąd łapanki były przeprowadzane przez Niemców niemal codziennie – nierzadko kilka razy w ciągu jednego dnia, w różnych punktach miasta. W łapankach uczestniczyli funkcjonariusze Gestapo i policji niemieckiej, członkowie Waffen-SS, a czasami także żołnierze Wehrmachtu i Luftwaffe oraz niemiecka młodzież z Hitlerjugend. Zazwyczaj niemieckie kordony zamykały dla ruchu większy odcinek ulicy lub nawet całe kwartały, po czym obława metodycznie wyłapywała wszystkich polskich mężczyzn przebywających akurat na ulicach, w sklepach, w kawiarniach lub w zatrzymanych tramwajach. Obok mężczyzn i chłopców zagarniano czasami również kobiety i starców. Zatrzymanych zmuszano, aby z rękami podniesionymi do góry stanęli twarzą do ściany przy najbliższym budynku, a następnie po powierzchownej rewizji – czasem nawet bez sprawdzenia dokumentów – ładowano ich do policyjnych ciężarówek i zawożono na Pawiak lub do cel przejściowych w przyziemiu gmachu Gestapo w al. Szucha 25 (tzw. tramwaje). Niemcy nie honorowali przy tym żadnych zaświadczeń, z wyjątkiem tych, które potwierdzały zatrudnienie w instytucjach pracujących dla potrzeb wojennych (kriegswichtige Betriebe). Do osób próbujących ucieczki lub zbyt wolno reagujących na polecenia otwierano ogień bez ostrzeżenia. Tylko w pierwszym tygodniu „akcji” do warszawskiego prosektorium przy ul. Oczki przywieziono ciała 27 osób zastrzelonych podczas obław na ulicach miasta (w tym zwłoki kilku kobiet). Na Pawiaku ofiary łapanek były stłaczane w ciasnych celach – bez rejestracji w więziennej ewidencji, czy dopełniania innych obowiązujących w takich wypadkach formalności. Nie poddawano ich żadnemu śledztwu, nie przeprowadzano nawet przesłuchań. Ponadto osoby zatrzymane w ramach „akcji” były przetrzymywane w ścisłej izolacji od pozostałych więźniów. Dostęp do ich cel posiadali wyłącznie niemieccy lub ukraińscy wachmani, którzy brutalnie znęcali się nad aresztantami. Częste były wypadki zabójstw w celach lub na więziennym podwórzu.
Ulicznym łapankom towarzyszyły liczne aresztowania indywidualne. Objęły one m.in. urzędników polskiego Zarządu Miejskiego. Z czasem Niemcy ograniczyli częstotliwość łapanek, zastępując je wzmożoną aktywnością patroli ulicznych, które masowo legitymowały i rewidowały przypadkowych przechodniów. Osoby budzące jakiekolwiek podejrzenia lub z rozmaitych powodów zwracające na siebie uwagę były zatrzymywane i odwożone na Pawiak (czasem aresztowano w ten sposób nawet do 200 osób dziennie). Ponadto jesienią 1943 roku łapanki i masowe aresztowania dotknęły liczne miejscowości dystryktu warszawskiego – m.in. Błonie, Garwolin, Legionowo, Łowicz, Mińsk Mazowiecki, Ostrów Mazowiecką, Pruszków, Radzymin, Rembertów, Sochaczew, Tłuszcz i Żyrardów. Zatrzymane tam osoby zazwyczaj przywożono na Pawiak.
Zakrojone na szeroką skalę łapanki nie były nowością dla mieszkańców Warszawy. O ile jednak poprzednio były one urządzane w celu skompletowania kontyngentów przymusowej siły roboczej lub sformowania transportów do obozów koncentracyjnych, o tyle ofiary październikowych obław traktowano jako zakładników. 15 października w godzinach porannych ogłoszono przez megafony uliczne pierwsze z wielu obwieszczeń Kutschery (występującego anonimowo jako „Dowódca SS i Policji na dystrykt warszawski”). W komunikacie poinformowano