Mothman (pol. człowiek-ćma, rzadziej Birdman, człowiek-ptak, w polskiej literaturze również człowiek-mól) – zagadkowe stworzenie, które według zeznań licznych świadków rzekomo pojawiało się w Wirginii Zachodniej, w szczególności w Point Pleasant i okolicach rzeki Ohio jesienią 1966 i na początku 1967 (John Keel podaje, że ponad 100 osób utrzymuje, iż widziało stworzenie w tym czasie). Nazwa dotyczy też podobnych istot widzianych w innych miejscach.

Według osób utrzymujących, że spotkały rzekome stworzenie, Mothman miał od 1,8 do 2,5 m wzrostu, błoniaste skrzydła, czarną, brązową lub szarą skórę i ogromne czerwone, świecące oczy opisywane jako podobne do reflektorów rowerowych. Jego rzekomym wizytom miały towarzyszyć dźwięki przypominające pisk myszy, krzyk kobiety lub zgrzyt płyty muzycznej obracanej w przyspieszonym tempie. Według świadków Mothman nie machał skrzydłami ani podczas lotu (z ogromną prędkością), ani wznosząc się w powietrze. Rzekomym spotkaniom miały czasem towarzyszyć zakłócenia sygnału telewizyjnego lub radiowego.

Mothman jest przedmiotem badań kryptozoologii i ufologii. Przez naukę uznawany jest za jeden z elementów folkloru amerykańskiego lub legendę miejską.

Relacje Najwcześniejsze doniesienia thumb|Point Pleasant (w prawym górnym rogu fotografii) znajduje się niedaleko ujścia Kanawha do Ohio W pierwszej połowie XX wieku duży, ciemnoczerwony ptak o rozpiętości skrzydeł ok. 3,5 metra miał być widziany kilkakrotnie w okolicach rzek Ohio i Kanawha w Wirginii Zachodniej. Te rzekome obserwacje często wiąże się ze sprawą Mothmana.

Najwcześniejsze spotkanie z Mothmanem miało miejsce w 1961. Pewna kobieta, jadąc ze swoim ojcem drogą nr 2 w pobliżu rzeki Ohio, dostrzegła sylwetkę człowieka wchodzącego na drogę. Gdy zwolniła, postać – zgodnie z jej późniejszą relacją – rozwinęła niewidoczne wcześniej skrzydła i odleciała. Kobieta długo nie wspominała nikomu o tym zdarzeniu, twierdząc, że i tak nikt nie uwierzyłby w jej opowieść. W 1965 Mothman miał ukazać się też dziecku, również w pobliżu Ohio River (chłopiec opisał stworzenie jako anioła) oraz w lecie 1966 żonie lekarza, mieszkającej w tej samej okolicy, która zeznała, że dostrzegła „ogromnego motyla”.

Jesień 1966 thumb|Tereny fabryki trotylu niedaleko Point Pleasant w latach 40. XX wieku, miejsce rzekomych obserwacji Mothmana Loren Coleman w jednej ze swoich książek poświęconych m.in. Mothmanowi podaje, że 1 września 1966 kilka osób widziało obiekt o ludzkich kształtach unoszący się nad Missisipi, a 1 listopada członek amerykańskiej Gwardii Narodowej miał dostrzec humanoidalną postać na drzewie.

Pierwsze zeznanie o spotkaniu z Mothmanem, które trafiło do prasy, pochodzi od grupy pięciu grabarzy, którzy 12 października 1966 opisali brązowego człowieka ze skrzydłami. Istota miała siedzieć na niedalekim drzewie, a następnie wznieść się w powietrze i przelecieć nad głowami przestraszonych mężczyzn.

Inne dziwne wydarzenie miało miejsce miesiąc później – 15 listopada 1966. Około godziny 22:30 Newell Partridge z Salem (145 km od Point Pleasant) oglądał telewizję, gdy telewizor zgasł, po czym zaczął wyświetlać wzór przypominający rybie ości i wydawać buczący dźwięk (jak stwierdził Partridge – przypominający odgłosy wydawane przez generator). Pies Partridge’a, trzyletni owczarek niemiecki Bandit, ujadał pod domem, więc mężczyzna wziął latarkę i wyszedł sprawdzić, co niepokoi zwierzę. Skierował światło latarki w stronę stodoły, gdzie najwyraźniej kierował się pies, i dostrzegł parę czerwonych oczu, przypominających reflektory rowerowe. Mężczyzna mówił później: Próbował podejść z psem do stodoły, ale sparaliżował go „hipnotyczny, paranormalny strach”. Bandit, pies doświadczony udziałem w wielu polowaniach, pobiegł w kierunku zagadkowego zjawiska i już nie wrócił. Partridge miał tylko usłyszeć pisk zwierzęcia. Resztę nocy mężczyzna spędził w łóżku ze strzelbą w dłoni, a rano znalazł tylko ślady łap psa w okolicy stodoły. Odczytując je, Partridge doszedł do wniosku, że Bandit po dobiegnięciu do budynku zaczął kręcić się w kółko, jakby gonił własny ogon. Zgodnie z relacją mężczyzny było to o tyle dziwne, że pies nigdy wcześniej tego nie robił. Ślady pozostawione przez niego w błotnistym podłożu wskazywały, że przebiegł on z domu w kierunku stodoły, wykonał kilka „kółek” i znikł w zagadkowy sposób. Zwierzę już się nie odnalazło. Tego samego wieczora dwa młode małżeństwa (Roger i Linda Scarberry oraz Steve i Maria Malette) podróżowały samochodem późnym wieczorem, kiedy – zgodnie z ich relacją – zauważyli oni dziwną sylwetkę w pobliżu opuszczonej fabryki trotylu, około 7 mil na północ od Point Pleasant. Świadkowie mieli dostrzec dwa czerwone światła przypominające oczy, świecące w ciemnościach, jakie panowały wokół starego generatora znajdującego się niedaleko bramy fabryki. Zatrzymali samochód i ze zdziwieniem przekonali się, że obserwują duże zwierzę. Roger Scarberry opisał je jako istotę Dodał także, że stworzenie przypominało człowieka, ale nie miało ramion, jak również głowy. Chodziło niezgrabnie, podobnie jak pingwin. Roger Scarberry stwierdził także, że jego wielkie, czerwone oczy działały na niego hipnotycznie. Mężczyzna nie mógł oderwać od nich wzroku. Przerażeni świadkowie pospiesznie odjechali, poruszając się drogą nr 62. W ostatniej chwili zauważyli, że postać ruszyła w stronę drzwi fabryki. Po jakimś czasie dostrzegli istotę na pagórku przy drodze. Zeznali, że „ptak” rozłożył skrzydła (których rozpiętość ocenili na 10 stóp) i bez wysiłku wzbił się w powietrze i leciał za ich samochodem, nie poruszając skrzydłami. Zgodnie z relacją istota rozwinęła niesamowitą prędkość w tej swoistej pogoni za autem, które poruszało się z prędkością co najmniej 160 km/h. Jadąc minęli na drodze ciało wielkiego psa, ale gdy później wrócili w to miejsce, zwłok już tam nie było (szczegół ten wiązano później z przypadkiem zaginięcia psa Partridge’a, które miało miejsce około 90 minut wcześniej). Stworzenie wciąż podążało za samochodem, wydając przy tym dziwne dźwięki, przypominające pisk „wielkiej myszy”. Odleciało, gdy auto wjechało do Point Pleasant. Przerażone małżeństwa zawiadomiły zastępcę lokalnego szeryfa, Millarda Halsteada, który potraktował te zeznania poważnie. Jak później mówił, nie miał powodów, aby postąpić inaczej: Podczas oględzin okolic fabryki TNT policjant usłyszał w swoim radio dźwięk podobny do płyty obracanej w przyspieszonym tempie, jak również dostrzegł coś, co później opisał jako „cienie krążące” po zakładach. Kilka dni później oba małżeństwa wraz z Halsteadem wróciły w to miejsce w dzień. Loren Coleman podaje, że ujrzeli wówczas coś latającego we wnętrzu bojlera znajdującego się na terenie fabryki. Byli jednak zbyt przerażeni, aby sprawdzić, co to było.

Relacje z tych wydarzeń bardzo szybko zostały spopularyzowane przez prasę. Dziennikarze nazwali rzekome tajemnicze stworzenie Mothman, wzorując się najprawdopodobniej na jednym z wrogów komiksowego superbohatera, Batmana (serial telewizyjny z tą postacią w roli głównej był bardzo popularny w tym czasie), Killer Moth (Zabójcza Ćma). 16 października grupa uzbrojonych mieszkańców Point Pleasant przeszukała tereny fabryki trotylu, poszukując śladów zagadkowego stworzenia. Wyprawa nie zakończyła się sukcesem, ale potwierdzono tylko, że wspomniany obszar jest opuszczony i zniszczony w takim stopniu, iż mógłby być bezpiecznym schronieniem nawet dla dużej istoty.

Tego samego wieczora Raymond Wamsley i Marcella Bennett oraz ich córka Teena składali wizytę przyjaciołom, państwu Ralphowi i Virginii Thomas, mieszkającym w bungalowie znajdującym się niedaleko magazynu wchodzącego w skład kompleksu fabrycznego. Wamsley i Bennett nie zastali swoich przyjaciół, zostali poinformowani przez ich dzieci, że gospodarze są w kościele. Goście opuścili dom, wsiadając do zaparkowanego nieopodal samochodu, gdy – zgodnie z ich słowami – obok pojazdu pojawiła się dziwna postać. Bennett opowiadała później, iż wyglądało na to, że istota leżała na ziemi, a gdy ludzie podeszli do auta, powoli się podniosła. Rzekomy Mothman był duży, szarego koloru, wyposażony w wielkie, świecące na czerwono oczy. Kobieta opisywała go następująco: Bennett była tak przerażona tym widokiem, że upuściła swoją córeczkę na ziemię. Szybko jednak przyszła do siebie, podniosła dziecko i wraz ze swoim partnerem zaczęła uciekać w kierunku domu. Wamsley zadzwonił na policję, podczas gdy reszta miała słyszeć, jak tajemnicza istota chodziła po werandzie, zaglądając do środka przez okna. Gdy przyjechali policjanci, stworzenia już nie było.

Następne relacje z rzekomych obserwacji Mothmana miały miejsce w kolejnych dniach listopada. Były one bardzo podobne do tych opisanych powyżej. 18 listopada dwaj strażacy zamieszkali w Point Pleasant, Paul Yoder i Benjamin Enochs, dostrzegli dziwne stworzenie. Opisali je jako „wielkie” zwierzę, ale byli zgodni co do tego, że „z pewnością był to ptak”. 24 listopada cztery osoby miały obserwować istotę unoszącą się w powietrzu nad fabryką trotylu.

Jak podaje Coleman, dziesiątki obserwacji dziwnej istoty miały miejsce w przeciągu następnych kilku tygodni. Na przykład pewnego poranka Roy Grose mieszkająca w Cheshire została obudzona przez ujadającego psa i miała ujrzeć wielokolorowy obiekt unoszący się nad czubkami drzew stojących na łące znajdującej się niedaleko jej domu. Tego samego dnia pewien nastolatek prowadzący samochód na drodze nr 7, nieopodal mieszkania Grose, napotkał ogromnego „ptaka”, który unosząc się w powietrzu „zanurkował” i gonił auto chłopaka przez ponad milę.

Opublikowanie w lokalnej i stanowej prasie relacji ze spotkań z Mothmanem sprawiło, że kolejne osoby przyznawały się do podobnych doświadczeń. Na przykład Kenneth Duncan twierdził, że 12 listopada widział coś podobnego do brązowego człowieka szybującego ponad drzewami w Clendenin (Wirginia Zachodnia). Duncan uczestniczył wówczas w kopaniu grobu dla zmarłego teścia. Istota odleciała, zanim zauważyło ją czterech innych mężczyzn pomagających Duncanowi. 20 listopada natomiast pewna para doniosła policjantowi z Charleston, że widzieli oni dużego ptaka niedaleko Ferry Branch. Zgodnie z ich relacją rozpiętość skrzydeł zwierzęcia była większa niż szerokość ich samochodu. Stworzenie miało przelecieć nad autem, usiąść na drzewie i odlecieć. Tego samego dnia grupa nastolatków miała zobaczyć nad Campbells Creek „człowieka-ptaka”. W tym samym czasie ptak wysoki na cztery stopy z czerwonymi półksiężycami pod oczami miał być obserwowany przez Howarda Millera. Jak twierdził, istota wylądowała na garażu dla autobusów w Dixie (hrabstwo Nicholas). Podobne stworzenie miała obserwować Brenda Jones niedaleko Campbell’s Creek. Jak opowiadała – Mothman uciekł przed nią do lasu. Rankiem 25 listopada Thomas Ury z Clarksburga miał zauważyć postać o wysokości sześciu stóp, ze skrzydłami 10-stopowej rozpiętości. Mężczyzna jechał drogą 62, gdy – jak twierdzi – nagle ujrzał istotę stojącą na polu niedaleko drogi. Ury później opisywał to spotkanie w następujący sposób:

26 listopada Ruth Foster zamieszkała w Charleston w Wirginii Zachodniej miała ujrzeć Mothmana stojącego na trawniku przed jej domem. Rzekoma istota znikła, gdy kobieta zawołała swojego szwagra, aby również i on zobaczył to stworzenie. Była to jedyna relacja z obserwacji Mothmana, w której wspomniano o jego twarzy. Foster twierdziła, że stworzenie miało małą, śmieszną twarz, ale nie zauważyła dzioba.