Cesarz miał okazję zapoznać się tam z raportami francuskiego zwiadu opisującego pozycje i działania wojsk San Juana oraz wyruszyć osobiście na rozpoznanie. Pojawił się tam wczesnym rankiem 30 listopada, ale z powodu gęstej mgły niewiele widział. W rzeczywistości pozycja hiszpańska była niemal nie do zdobycia bez długotrwałego szturmu piechoty i znacznych strat. Jak pisał po latach Józef Załuski: „Droga zwężona w tym wąwozie wiła się na pochyłości między skałami obsadzonymi piechotą a na czterech jej zagięciach stało po cztery dział, które ją ostrzeliwały we wszystkich jej kierunkach”.

Rano 30 listopada trzy francuskie pułki piechoty wraz z sześcioma działami dotarły do wejścia do przełęczy. Na rekonesans wysłano francuskich strzelców konnych, których mogły wspierać jednak tylko 2 działa (pozostałe utknęły na drodze zatarasowanej przez piechotę i kawalerię)Przyczyną była wąska droga i przeszkody terenowe na poboczach.. Postępujący naprzód szaserzy po chwili zostali zasypani gradem kul z pierwszej baterii i zmuszeni do cofnięcia się poza rów, który tymczasem piechota – korzystając z zalegającej doliny gęstej mgły – zdołała częściowo zasypać. Piechota francuska posuwała się śmiało naprzód, ale około godz.