Bitwa pod Somosierrą – trwająca osiem do dziesięciu minut szarża trzeciego szwadronu 1. Pułku Szwoleżerów Gwardii Cesarskiej, przeprowadzona 30 listopada 1808 rano (około godziny 10.30) na przełęcz Somosierra w Hiszpanii na wysokości 1444 metrów n.p.m., przy 200-metrowej różnicy poziomów. Zakończyła się zdobyciem wąwozu przez polskich szwoleżerów i sukcesem armii napoleońskiej. Bitwa ta otworzyła Napoleonowi drogę na Madryt i pozwoliła kontynuować kampanię hiszpańską.
Tło konfliktu
Cesarz Napoleon Bonaparte, aby doprowadzić do kryzysu gospodarczego w Wielkiej Brytanii, zmierzał do wprowadzenia całkowitej blokady kontynentalnej, która miała odciąć Europę od wszelkich towarów sprowadzanych z (a także wysyłanych do) Anglii i wywołać na Wyspach zapaść ekonomiczną, a króla Jerzego III zmusić do negocjacji. Blokada, by zadziałać, musiała być szczelna: od Półwyspu Iberyjskiego po Rosję; dzięki pokojowi w Tylży Napoleon w roku 1807 miał teoretycznie pod swoją kontrolą ziemie od Pirenejów po Dwinę, wystarczyło zatem zneutralizować Hiszpanię i Portugalię, aby całkowicie uszczelnić blokadę.
Francuzi w listopadzie 1807 roku wkroczyli przez Hiszpanię do Portugalii obalając niechętną im dynastię Bragança, której bronił korpus brytyjski Arthura Wellesleya. Hiszpania w tym czasie znajdowała się w stanie kryzysu na skutek sporów dynastycznych umiejętnie podsycanych przez Francuzów. Przemarsz Wielkiej Armii w drodze do Portugalii dodatkowo pogłębił chaos. Karol IV Burbon, aby uniknąć obalenia przez Napoleona, wszedł z nim w formalny sojusz. W marcu 1808 roku został jednak zmuszony przez lud Madrytu do abdykacji. Jego miejsce zajął niechętny Napoleonowi i sprzyjający Anglikom Ferdynand VII. Obie strony konfliktu dynastycznego w Hiszpanii zostały przez Napoleona zaproszone na rokowania do Bayonne. Napoleon jednak, zamiast podjąć rokowania, uwięził obu władców, a królem Hiszpanii mianował swego brata Józefa Bonaparte.
Na miesiąc przed przybyciem nowego władcy do Hiszpanii, 2 maja 1808 roku wybuchło powstanie ludowe Dos de Mayo. Józef Bonaparte, przezywany przez niechętnych mu Hiszpanów Don José lub Pepe BotellaZ hiszp. Józio Butelka, dotarł do Madrytu dopiero w lipcu. Jednak 20 lipca wojska francuskie pod dowództwem gen. Duponta poniosły porażkę pod Bailén, co wywołało spontaniczny wybuch powstania w całej Hiszpanii, zmuszając Józefa Bonaparte do ucieczki z Madrytu. W zaistniałej sytuacji Napoleon w listopadzie 1808 roku osobiście poprowadził kampanię wojskową mającą odzyskać francuską kontrolę nad Hiszpanią.
Przed bitwą thumb|left|Cesarz Francuzów Podczas kampanii hiszpańskiej Napoleon zamierzał zdobyć Madryt, który pozostawał w tym czasie w rękach powstańców. W dniu 23 listopada ruszył z wziętego właśnie Burgos. Aby przedostać się do stolicy od strony północno-wschodniej, armia mogła iść głównym gościńcem przez Valladolid i Segowię, ale cesarz wybrał drogę krótszą (przez Lermę i Arandę), na której musiał pokonać przełęcz Somosierra w górach Ayllón, będących zachodnią odnogą pasma Guadarrama. Była ona ostatnim przed Madrytem punktem obrony Hiszpanów pod dowództwem generała Benito de San Juana. Generał ten (dysponując niewielkimi raczej siłami) uznał, że przy tak dogodnym ukształtowaniu terenu na przełęczy wystarczy odpowiednio ustawić artylerię, aby zatrzymać armię napoleońską. Długa i kręta droga wiodąca na szczyt przełęczy uniemożliwiała pokrycie jej ogniem artyleryjskim z jednego stanowiska. Szesnaście dział regimentowych 8-funtowych (kaliber 100 mm) o skutecznym zasięgu około 800 m podzielono więc na cztery baterie na odcinku 2500 metrów, co pozwoliło na zabezpieczenie większości drogi wiodącej na szczyt.
Wszystkie baterie były 4-działowe (przy czym dwa środkowe działa każdej baterii zostały pozbawione kół po to, by wszystkie mogły zmieścić się obok siebie na drodze o szerokości 8 metrów, ograniczonej na całej długości ok. 1-metrowej wysokości kamiennym murkiem i obsadzonej topolami). Pierwsza z nich ustawiona została około 300 metrów za rowem, który wykopano w poprzek drogi, biegnącej od podnóża pasma Guadarramy ku przełęczy, dla uniemożliwienia Francuzom przeciągnięcia – pod ogniem – własnych armat. Druga bateria stała na zakręcie 800-1000 metrów za pierwszą. Położenie takie dawało możliwość strzelania wzdłuż traktu. Na kolejnym zakręcie drogi, około 600 metrów dalej była trzecia bateria, która miała za zadanie prowadzenie ewentualnego ostrzału po najdłuższej prostej. Działa stały, prawdopodobnie, za koszami wypełnionymi ziemią. Ostatnia, czwarta bateria znajdowała się 800 metrów za trzecią, na samej prawie przełęczy. Zaledwie 400 metrów dalej znajdowały się już pierwsze zabudowania wioski SomosierraKarczma, hostel, stacja pocztowa dla wymiany koni i kilkanaście domostw..
San Juan dowodził 12 tysiącami ludzi tzw. Armii Rezerwowej, jednak w wyniku wcześniejszych działań francuskich musiał przesunąć w kierunku Sepúlvedy 4 tys. swoich żołnierzy pod dowództwem gen. Juana José Sadeny, zaś na samej przełęczy były rozmieszczone wspomniane działa (około 200 artylerzystów) i kilka tysięcy w większości nieregularnej piechoty, która miała bronić zboczy opadających dość łagodnie ku dolinom. Możliwe, że żołnierze ci byli okopani, choć bardziej prawdopodobne, że chowali się za murkami grodzącymi pastwiska i licznymi blokami skalnymi.
Bitwa thumb|"Bitwa pod Somosierrą", Obraz Piotra Michałowskiego, ol/pł, wym. 106 cm x 71 cm, ca 1837, Muzeum Narodowe w Krakowie Po zwycięskiej potyczce pod Burgos, 29 listopada 40-tysięczna armia napoleońska pod dowództwem samego cesarza wyruszyła z Arandy, przekroczyła rzekę Duero i zatrzymała się w miasteczku Boceguillas. Cesarz miał okazję zapoznać się tam z raportami francuskiego zwiadu opisującego pozycje i działania wojsk San Juana oraz wyruszyć osobiście na rozpoznanie. Pojawił się tam wczesnym rankiem 30 listopada, ale z powodu gęstej mgły niewiele widział. W rzeczywistości pozycja hiszpańska była niemal nie do zdobycia bez długotrwałego szturmu piechoty i znacznych strat. Jak pisał po latach Józef Załuski: „Droga zwężona w tym wąwozie wiła się na pochyłości między skałami obsadzonymi piechotą a na czterech jej zagięciach stało po cztery dział, które ją ostrzeliwały we wszystkich jej kierunkach”.
Rano 30 listopada trzy francuskie pułki piechoty wraz z sześcioma działami dotarły do wejścia do przełęczy. Na rekonesans wysłano francuskich strzelców konnych, których mogły wspierać jednak tylko 2 działa (pozostałe utknęły na drodze zatarasowanej przez piechotę i kawalerię)Przyczyną była wąska droga i przeszkody terenowe na poboczach.. Postępujący naprzód szaserzy po chwili zostali zasypani gradem kul z pierwszej baterii i zmuszeni do cofnięcia się poza rów, który tymczasem piechota – korzystając z zalegającej doliny gęstej mgły – zdołała częściowo zasypać. Piechota francuska posuwała się śmiało naprzód, ale około godz. 9 mgła się podniosła i piechurzy znaleźli się pod huraganowym ogniem piechoty i artylerii hiszpańskiej (liczono do 4 pocisków działowych i 400 karabinowych na minutę). W tym samym mniej więcej czasie podporucznik Andrzej Niegolewski został wysłany ze swym plutonem w góry celem zdobycia „języka”, nie był więc przy szwadronieJak sam pisał po latach, zgodził się jechać pod warunkiem, żeby mu do oddziału „kilku chwatów najlepszych oddano”., gdy padł decydujący rozkaz cesarski.
Cesarz, zdenerwowany odwrotem piechoty, polecił generałowi Montbrunowi, dowódcy straży przedniej, by na baterie uderzył polski szwadron służbowy, którym dowodził szef 3. szwadronu Jan Leon Kozietulski (w zastępstwie; właściwy dowódca, Ignacy Stokowski, nie dotarł jeszcze z Francji). Z uwagi na brak plutonu, z którym odjechał Niegolewski, do ataku miało ruszyć około 125 szwoleżerów oraz kilku ochotników. Nie wiadomo do dziś, czy cesarz zamierzał rzeczywiście zdobyć szarżą lekkokonnych przełęcz, czy też myślał o rozpoznaniu bojem pozycji hiszpańskich. thumb|left|Pułkownik Jan Leon Kozietulski po roku 1815 Z boku drogi, a więc 3–4 km za Boceguillas i u wejścia na przełęcz, ustawiły się 3. kompania kpt. Jana Nepomucena Dziewanowskiego, a za nią 7. kompania kpt. Piotra Krasińskiego; plutony prowadzili por. Stefan Krzyżanowski, ppor. Gracjan Rowicki, Ignacy Rudowski i Benedykt Zielonka. Kolumnę zamykał por. Wincenty Leon Szeptycki. Dla większości z nich miała to być pierwsza w życiu prawdziwa bitwa.
Generał Montbrun, doświadczony kawalerzysta, zorientowawszy się w sytuacji zawrócił do stojącego pół kilometra w tyle cesarza i zameldował, że szarża wprost na armaty jest niemożliwa, w czym poparł go szef sztabu armii, marszałek Berthier, ale zniecierpliwiony Napoleon odpowiedział: „Zostawcie to Polakom!” (fr. Laissez faire aux Polonais!) i kazał adiutantowi, mjr. de SégurW latach późniejszych znany historyk, kronikarz wojen napoleońskich., zawieźć ponownie rozkaz Polakom. Ségur nie tylko dostarczył rozkaz, ale sam przyłączył się do szarży.
Na komendę Kozietulskiego: „Naprzód! Niech żyje cesarz!” (według innych źródeł miał krzyknąć: „Naprzód, psiekrwie [lub psiakrew], cesarz patrzy!”) szwoleżerowie z obnażonymi szablami ruszyli galopem przechodzącym w cwał i wkrótce wpadli wprost na pierwszą baterię. Kiedy byli tuż przed nią, padła pierwsza mordercza salwa, która jednak nie załamała atakuZdania przeciwnego jest kilku historyków, jak np. R.Bielecki i J.K.Zawodny, którzy na podstawie niespójnej relacji Niegolewskiego twierdzą, że szarża się załamała.. Fala jeźdźców nie zatrzymała się nawet na chwilę, przelatując nad armatami i tnąc kanonierów hiszpańskich w przelocie. Kozietulski, pod którym padł koń, został na miejscu, lekko tylko kontuzjowany. Na pozycję wyjściową za mostkiem wrócił pieszo jako jeden z pierwszych.
W mniej niż dwie minuty po zdobyciu pierwszej, szwoleżerowie pod komendą Dziewanowskiego dotarli do drugiej baterii. Dzięki wysokiemu tempu szarży artylerzyści z drugiej baterii nie zdążyli zadać wielkich strat Polakom i zaraz padli pod szablami. Dalej, po kolejnym zakręcie, szwoleżerowie wpadli na trzecią baterię, obsługa armat miała dużo czasu, aby wycelować i odpalić. Tu zginął porucznik Krzyżanowski, a Dziewanowski został ciężko ranny. Jednak mimo ponoszonych strat, zarówno od ostrzału artyleryjskiego, jak i karabinowego (zwłaszcza z prawej flanki), impet ataku był tak duży, że zmiótł obronę i działa się już nie odezwały.
thumb|Samosierra (January Suchodolski): na ziemi przygnieciony koniem Niegolewski, z lewej szwadron Łubieńskiego Przed szwoleżerami został ostatni fragment drogi, biegnącej lekkim łukiem w prawo i wznoszącej się coraz bardziej stromo, gdzie dogonił (i przegonił z częścią plutonu) kolegów Niegolewski, który objął dowodzenie. Tu najwięcej było hiszpańskich piechurów stojących kilkanaście kroków od drogi i strzelających do polskich szwoleżerów. Polacy zdołali zdobyć czwartą baterię, ale była ich już tylko garstka. Niegolewski padł przygnieciony zabitym koniem i zaraz podbiegło do niego kilku Hiszpanów kłując go bagnetami oraz strzelając z karabinów, przyłożywszy wyloty luf do jego czapki, co w rezultacie osłabiło impet kul i pozwoliło mu przeżyćPrzy gładkich lufach, niedostatecznie skalibrowanych pociskach i prochu dymnym całkiem możliwe..
Wśród ostatnich żołnierzy szwadronu Kozietulskiego, zdobywających działa IV baterii, był wachmistrz Wiktor Roman, który dwukrotnie ranny jako ostatni padł przy hiszpańskich działach. Jego zasługi w szarży potwierdził Napoleon w uzasadnieniu nominacji na podporucznika: Dowodził pierwszym plutonem szwadronu, który odbył szarżę na Sommo-Sierra.