Cezar był świadomy, że jeżeli będzie wnosił o uniewinnienie pojmanych, będzie to oczywistym dowodem jego powiązania ze spiskiem; podobnie jego zgoda na karę śmierci mogłaby być odebrana jako próba sztucznego odcięcia się od nich, poprzez stracenie świadków jego ewentualnej współpracy.
W 61 roku p.n.e., po zakończeniu pretury Cezar jeszcze raz wyjechał do Hiszpanii Dalszej, tym razem jako namiestnik. Tam też podjął na własną rękę akcję zbrojną przeciwko dotąd niepodbitym plemionom górskim. Początkowo Cezar zajął większość wsi, jednak gdy uciekająca ludność schroniła się na pobliskiej wyspie, Cezar podjął dość niefortunną decyzję. Rozkazał zbudować tratwy, na których żołnierze mieli się przedostać na ową wyspę. Na skutek odpływu, który pochłonął większość oddziału, a także oporu, jaki stawiono reszcie na wyspie, z całej kampanii uratował się tylko jeden żołnierz, który wrócił wpław. Dopiero po tygodniu przybyły z Gades okręty, na których Rzymianie przedostali się na wyspę i wybili wygłodzonych uciekinierów. Następnie Cezar popłynął w kierunku miasta Brigancjum, które poddało się bez walki. Ogólnie kampania hiszpańska została przyjęta pozytywnie, imperium uzyskało dość duże terytoria, a Cezar został uznany za imperatora. Spisał się także jako administrator prowincji – starał się zarówno odprowadzić jak największe dochody z prowincji, ale także zakazał zajmowania przez wierzycieli więcej niż 2/3 majątku dłużnika.