To zachowanie zostało z czasem implementowane do Bristolu, gdzie tamtejsi dokerzy uderzali się nawzajem, gdy przyjeżdżały pełne wozy z angielskich pól Cotswolds.

Z czasem zachowanie zyskało rangę przesądu i ludzie zaczynali uderzać się nawzajem w ramię, gdy widzieli wozy wyjeżdżające do Bristolu, aby życzyć woźnicom bezpiecznej podróży. We wsiach wzdłuż trasy bili się, gdy przejeżdżały puste wozy na powrót, choć tym razem nie po to, by życzyć im bezpiecznej podróży, ale symbolizując wdzięczność, że rolnicy mogli sprzedać swoje plony i że starczy im pieniędzy na zakup żywności dla swoich rodzin w zimowych miesiącach. W XVIII wieku zanotowano już przypadki, że żony uderzały małżonków-woźniców, zanim wyruszyli w podróż do doków. Po powrocie na farmę to z kolei woźnica delikatnie uderzał swoją żonę, po czym oddawał jej profity, przyjmując jednocześnie dzban piwa.

Dzięki dzieciom przesąd stopniowo przechodził w grę. Gdy widziały żółty wóz, zaczynały uderzać się wzajemnie. Z czasem pojęcie „żółtego wozu” rozszerzyło się na powozy i pomalowane na żółto wagony lokalnych kolei konnych.

W XIX wieku gra w Anglii praktycznie zanikła, chociaż w Cotswolds wciąż była jeszcze popularna.