Sam autor określa ją mianem dzieła in situ, które wykorzystuje możliwości i ograniczenia przestrzeni.

Część artystów biorących udział w wystawie zaprotestowała przeciwko instalacji, która miała przysłaniać ich prace. Zagrozili oni wycofaniem się z wystawy. Buren replikował, że co najmniej przez połowę czasu, jaką widz poświęci na zwiedzanie, jego praca będzie niemal niewidoczna - w miarę jak widz będzie odchodził od frontu dzieła w stronę jego boku, będzie ono się zwężało aż do niemal niewidocznej, cienkiej kreski. W ten sposób artysta wykorzystał nietypową, cylindryczną architekturę gmachu, który jest zorientowany wokół otwartej, okrągłej rampy. Ostatecznie kierownictwo zadecydowało o usunięciu instalacji przed oficjalnym otwarciem wystawy. Mimo to, konflikt Burena z minimalistami w dalszym ciągu eskalował. Artyści wymieniali się obelgami. Donald Judd określił Burena mianem "tapeciarza". Z drugiej strony, w obronie Burena stanęło kilku innych artystów, m.in. Sol LeWitt i Carl Andre, którzy w geście solidarności wycofali swoje prace z Muzeum Guggenheima.