Wieczorem, w wąskich ulicach wielkiego miasta, gdy słońce zachodzi i chmury świecą złotem między kominami, rozbrzmiewa dziwny dźwięk przypominający brzmienie kościelnego dzwonu. Odgłos ten słychać tylko przez chwilę, bo hałas wozów i krzyki zagłuszają wszystko. Ludzie mówią: „To dzwoni wieczorny dzwon, słońce właśnie zachodzi!”

Poza miastem, gdzie domy stoją rzadziej, a wokół są ogrody i pola, dźwięk słychać znacznie lepiej. Tam wydaje się, że dzwon dochodzi z kościoła ukrytego w głębi lasu. Ludzie postanawiają go odnaleźć. Bogaci jadą powozami, biedni idą pieszo, ale droga okazuje się długa i męcząca. Gdy docierają do wierzb rosnących na skraju lasu, zatrzymują się. Cukiernik z miasta rozkłada tam swój namiot, wiesza nad nim smołowany dzwon bez serca. Gdy ludzie wracają do domu, mówią, że było romantycznie, co znaczy że odczuwa się tam coś zupełnie innego niż herbata w gronie znajomych.

Trzy osoby twierdzą, że dotarły do samego końca lasu i słyszały ten dziwny dźwięk, jakby pochodził z miasta. Cesarz obiecuje tytuł „Światowego Dzwonnika” temu, kto odkryje źródło dźwięku, ale tylko jeden człowiek przynosi wyjaśnienie, że dźwięk pochodzi od sowy bijącej głową w puste drzewo.