Aż nagle — wszyscy to wiecie — wojna wybuchła na świecie. Cierpiała cała Polska, cierpiała ziemia śląska. Chodzili ulicami żandarmi z swastykami, w drzwi kolbą kołatali, Polaków wywlekali do obozów zagłady — nie było na to rady.

Któż nad Myśliwca Polak szczerszy? Poszedł Myśliwiec jeden z pierwszych. Stary, siwy niby gołąb raz ostatni spojrzał wkoło z gospodarska, godnie, dumnie po swym domu, sadzie, gumnie.

I ziemię swą ukłonem pożegnał i słowem prostym: — Ej, dobra ziemio rodzona, z Panem ty Bogiem zostań. I odszedł pośród czeredy lat nie zgarbiony ciężarem. A już siedemdziesiąt miał wtedy, tak coś — siedemdziesiąt i parę. ———————————— Za drutami w obozie jak było, wie to każdy i mówić niemiło. Ciężkie ludzie tam cierpią katusze, udręczone ich ciała i dusze. Znosi wszystko z godnością, cierpliwie siwy starzec Franciszek Myśliwiec.