– tak skomentowała temat praw kobiet w 1972. W życiu korzystała z tego, co uważała za przywilej bycia kobietą, w odróżnieniu od bycia feministką. Wielce kobieca, a zatem żadna feministka – stwierdził Hans Jonas. Arendt uważała, że niektóre stanowiska i kariery są nieodpowiednie dla kobiet, w szczególności te, w których niezbędny jest zmysł przywódczy. W jednym z wywiadów stwierdziła, że Kobieta wydająca rozkazy po prostu źle wygląda.

W Korzeniach totalitaryzmu długi rozdział poświęciła krytycznej analizie praw człowieka. Arendt nie podważała w nim koncepcji praw politycznych jako takich, jednak broniła jej w wydaniu narodowym, obywatelskim. Prawa człowieka są uniwersalne, niezbywalne i należą się każdemu, kto jest człowiekiem. Z kolei prawa obywatelskie przysługują członkom danej wspólnoty politycznej. Jej podstawowa krytyka praw człowieka dotyczyła ich fantasmagoryjności i nieskuteczności, która wynikała z faktu, że ich egzekwowanie ograniczyłoby suwerenność państw. Uważała, że skoro nie ma politycznej siły ponad suwerennymi narodami, rządy na świecie nie mają powodów do przestrzegania praw człowieka, jeżeli okazałoby się to sprzeczne z racją stanu. Na dowód kruchości tej koncepcji przytaczała realia uchodźców jako osób, które nie posiadają praw innych niż prawa człowieka.