Sugerowała w ten sposób, że iluzja działania praw człowieka jest efektem skuteczności praw obywatelskich i załamuje się w przypadku jednostek, które są ich pozbawione.
Analiza Arendt czerpała z kryzysów migracyjnych pierwszej połowy XX wieku oraz jej doświadczeń jako uciekinierki z nazistowskich Niemiec. Uważała, że niegodne realia życia uchodźców, z których większość przebywała w obozach internowania, dowodziły nieistnieniu praw człowieka. Jak pisała: Koncepcja praw ludzkich oparta na założeniu, że istnieje istota ludzka jako taka natychmiast się załamała, kiedy osoby głoszące, że w nią wierzą po raz pierwszy zetknęły się z ludźmi, którzy naprawdę stracili wszystkie inne cechy i znaleźli się poza związkami łączącymi ludzi – z wyjątkiem tego, że byli ciągle ludźmi. Świat stwierdził, że nie ma nic świętego w abstrakcyjnej nagości bycia człowiekiem.