Dodatkowo zwiad, błądząc w nieznanym terenie, w zapadających ciemnościach spotkał się przypadkowo z równie zgubionym patrolem rosyjskich Kozaków, co stało się przyczyną decyzji o powrocie. thumb|left|Marian Langiewicz, dowódca sił powstańczych biorących udział w bitwie
Pod nieobecność dyktatora pomiędzy dowódcami pomiędzy poszczególnych polskich pododdziałów doszło do kłótni, w której Rochebrune zarzucał pozostałym dowódcom brak aktywności i odwagi. Z kolei pozostali powstańczy dowódcy żądali, aby żuawi osłonili reorganizację zmieszanego zgrupowania polskiego pomimo wskazywanego przez Rochebrune braku amunicji.
Dyskusję przerwało pojawienie się od strony północno-wschodniej kolejnego zgrupowania rosyjskiego mjr. Zagriażskiego. Składający się z dwóch rot smoleńskiego pułku piechoty, szwadronu dragonów i taboru, ale nie posiadający armat, obszedł kompleks leśny od wschodu i pod Szańcem spotkał się z bezwładnie przemieszczającym się przez las zgrupowaniem powstańczym. Mjr Zagriażski nie miał wiadomości o przebiegu dotychczasowych starć ani położeniu innych oddziałów rosyjskich.