W życiu prywatnym Hébert był przeciwieństwem lumpenproletariusza – zawsze elegancko ubrany i modnie ufryzowany, lubił wystawny tryb życia.

Gazeta Héberta była również trybuną rzeczników świeckiego państwa. Hébert otwarcie raz przyznawał, że jest ateistą, że nie wierzy ni w piekło, ni w raj, a innym razem mówił, że Chrystus był pierwszym sankiulotą. Chwalił zamykanie świątyń, ich zamianę w „” i represjonowanie księży – także tych, którzy przysięgli na wierność konstytucji. To, co chwalił Hébert-dziennikarz, realizował Hébert-urzędnik, będący od grudnia 1792 zastępcą prokuratora Komuny Paryża.

Z biegiem czasu narastał konflikt między Robespierrem a Hébertem. Wcześniejsza admiracja Héberta dla tego pierwszego wynikała prawdopodobnie z powodów taktycznych, chociaż Robespierre nie krył swej niechęci do dziennikarza, m.in. za wulgarne oblicze jego publicystyki. W 1793 Hébert wraz z innymi radykałami został na krótko aresztowany pod wpływem żyrondystów, obawiających się, grożącego im zagładą, ataku ze strony skrajnej lewicy. Tym razem dziennikarza poparł Robespierre i delegacja Komuny Paryża. Wzmocniony, korzystając ze swoich prerogatyw, niedługo potem rozprawił się z konkurencyjnym ultralewicowym stronnictwem – wściekłymi pod wodzą byłego księdza Jacques’a Roux.