To natchnęło go myślą, że zakażenie przenosi się z kobiet, które zmarły na gorączkę połogową, na zdrowe kobiety poprzez ręce lekarzy i studentów, którzy dokonywali sekcji, a następnie, nie myjąc rąk, badali pacjentki i odbierali poród. W związku ze swoimi ustaleniami w maju 1848 r. Ignaz Semmelweis zalecił lekarzom, studentom i personelowi pierwszej kliniki stosowanie roztworu podchlorynu wapnia do mycia rąk przed wykonywaniem badań i zabiegów. Efekty okazały się pomyślne. W kwietniu 1848 r. odsetek zgonów z powodu gorączki połogowej w klinice pierwszej wynosił 18,3%, w czerwcu tegoż roku – zatem już po wprowadzeniu obowiązku mycia rąk – spadł do 2,2%, w lipcu wyniósł 1,27%, a w styczniu i lutym roku następnego po raz pierwszy na oddziale nie zmarła żadna kobieta.
Nie wszystko szło jednak tak prosto. Z początkiem października 1847 r. gorączka połogowa w klinice rozszalała się na nowo, mimo że lekarze i studenci przed wejściem na salę myli ręce. Lekarze niechętni tej procedurze zatriumfowali. Semmelweis zauważył jednak, że jedna z kobiet cierpi na ropiejący nowotwór macicy. Lekarze po jej zbadaniu przystępowali do oględzin kolejnych kobiet. Semmelweis przekonał się, że gorączkę połogową wywoływać może nie tylko „trupi jad” z prosektorium, ale również zarazki przenoszone od osób żywych.