Nie powiadomieni o tym, że Lefebvre został cztery tygodnie wcześnie zwolniony, dowódcy francuscy nałożyli areszt na kilka dżonek w tourańskim porcie oraz skłonili miejscowych mandarynów by ci wystosowali list do cesarza. Gdy – w osiemnaście dni później – przyszła odpowiedź, Francuzi zażądali, by list dostarczono na pokład jednego z okrętów. Mandaryni odmówili, co stało się bezpośrednią przyczyną starciaS.Karnow, s.70..
Kto pierwszy oddał strzał nie zostało nigdy ustalone. Dość, że w ciągu ośmiu minut Francuzi obrócili w gruzy fortyfikacje portowe i zadali śmierć setkom mieszkańców. Dokonawszy tego (nie zastanawiając się nad losem pozostających jeszcze w Wietnamie misjonarzy) podnieśli kotwice i odpłynęli. Nie wiedzieli też, co stało się z przyczyną całej awantury – Lefebvrem − który już zdołał dotrzeć do Singapuru skąd natychmiast wrócił do Wietnamu. Tym razem zresztą na dłużej.
Thiệu Trị w odpowiedzi na ten akt agresji wyjął wszystkich księży katolickich spod prawa i nakazał karać ich śmiercią. W rzeczywistości były to jedynie gesty. Do końca swego panowania nie skazał już żadnego misjonarza na śmierć, a schwytanych zwalniał – jak uprzednio Lefebvre'a – najwyraźniej obawiając się następnej kontrakcji Francuzów. Zrozumiał, że Europejczykom marzą się podboje i potrzebny jest im tylko pretekst.