Babula skrytykował zbyt dużą ociężałość w brzmieniu Alice in Chains, bootlegową jakość dźwięku w pięciu ostatnich kompozycjach oraz brak akustycznych utworów z repertuaru zespołu, które, w jego ocenie, nadałyby albumowi przestrzeni i świeżych barw. Z kolei jako zaletę wymienił możliwość usłyszenia mniej znanych piosenek – np. „Queen of the Rodeo” i „A Little Bitter”. Grzesiek Kszczotek z „Tylko Rocka” przyznawał: „Co zapamiętałem? Głównie mrok i posępność tej muzyki. I ten głos Layne’a Staleya, przepełniony pesymizmem, nie wspominając o smutku. I jeszcze tę niebywałą ekspresję, energię zespołu wyczarowaną jedynie z instrumentów, a nie jak to zwykle bywa, z bieganiny po scenie, headbangingu i czegoś tam jeszcze. I na Live dokładnie to słychać, a może raczej czuć”.
Ira A. Robbins i Clifford J. Corcoran, w zbiorze recenzji albumów grupy na stronie Trouser Press, wyrazili krytyczne zdanie o płycie, określając materiał zawarty na niej „niechlujnym i mało inspirującym występem na żywo”. W swej ocenie podkreślili, że wokal Staleya z 1993 był „urzekający” (zwłaszcza w piosenkach „Junkhead” i „Love, Hate, Love”), natomiast na nagraniach z 1996 stracił na sile.