Zbigniew przerażony pyta, co będzie, jeśli król się o tym dowie, na co Wojewoda odpowiada mu, że w swoim domu to on jest panem.

Król pisze listy do swojej żony, królowej i każe Mazepie jechać z nimi. Wojewoda przychodzi do władcy i prosi go, by lepiej wyprawił swego pazia daleko od tego zamku, bo w innym wypadku owego pazia może tu spotkać niemiła przygoda. Jan Kazimierz, ku zadowoleniu swego gospodarza, oznajmia, że Mazepa wyjeżdża jeszcze dzisiaj z listami. Radosny Wojewoda daje paziowi swoją własną szablę oraz najlepszego konia, byle tylko jak najszybciej opuścił on jego zamek. Mazepa z torbą pełną listów idzie do stajni po swego wierzchowca. Zostaje jednak zaatakowany przez Zbigniewa, który wyzywa go na pojedynek. Paź nie chce się nim bić, ale młodzieniec tnie go szablą przez torbę, zaś listy z niej rozsypują się po podłodze. Zdenerwowany tym czynem Mazepa przyjmuje wyzwanie i staje do pojedynku, który wygrywa. Daruje jednak Zbigniewowi życie i, domyślając się jego uczuć do macochy, radzi mu, by wyjechał razem z nim i rzucił się w wir życia. Twierdzi, że czas pomoże mu zapomnieć o nieszczęśliwej miłości. Zbigniew zgadza się i odchodzi. Mazepa zapowiada, że będzie czekał na niego do północy w oberży, po czym ogląda listy, które wyleciały mu z torby. Jeden z nich ma przeciętą szablą pieczęć.