Jacek Kuroń, Bronisław Geremek i wielu innych doradców „Solidarności” uznawało, że uchwalenie Posłania było błędem, zwycięstwem uczuć nad rozumem, gestów nad kalkulacją polityczną. „W tym momencie – pisał kilka lat później Kuroń – jeżeli na Kremlu decyzji o interwencji jeszcze nie było, to nasze posłanie mogło być argumentem dla tych, którzy jej chcieli. Już nie tylko dawaliśmy zły przykład, ale próbowaliśmy oddziaływać na inne państwa bloku.” Ale „gdyby losy Polski były już w tym momencie zdecydowane, to nasz akt pozostawałby dokumentem o dużej wadze moralnej, jako świadectwo stosunku Polaków do spraw obozu i jego narodów, jako zadatek na przyszłą tych narodów współpracę. To było zagranie pokerowe. Czas pokazał, że dobrze się stało.”.
Leonid Breżniew, ówczesny sekretarz generalny Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, po przeczytaniu tekstu przesłania miał na posiedzeniu Biura Politycznego KC KPZR powiedzieć: „To niebezpieczny i prowokacyjny dokument. Słów w nim niewiele, lecz wszystkie biją w jeden punkt. Jego autorzy chcieliby posiać zamęt w krajach socjalistycznych, zdopingować grupki różnego rodzaju odszczepieńców”.