Wojownikom dodawały otuchy kobiety i dzieci wzywające ich, zgodnie ze starym obyczajem, krzykiem i płaczem do dzielnej walki.

Nie mając wiele czasu na przygotowania Germanie ustawili się w siedem dużych oddziałów według przynależności szczepowej. Ich lewe skrzydło było wyraźnie słabsze liczebnie i dlatego Cezar po stwierdzeniu tego faktu natychmiast wzmocnił swe prawe chcąc tu przełamać szyki wroga (zastosował więc rodzaj szyku skośnego, tak ulubionego przez Aleksandra Macedońskiego, którego Cezar podziwiał). Germanie z dzikim wrzaskiem uderzyli biegiem na Rzymian, którzy wyrzucili swe „pila” i zwarli szeregi. W starciu wręcz od razu ujawniła się przewaga rzymskiej dyscypliny i taktyki nad silnymi i odważnymi wojownikami germańskimi, nie posiadającymi jednak żadnej organizacji taktycznej na polu bitwy. Prawe skrzydło armii rzymskiej zgodnie z zasadą ekonomii sił zaczęło spychać Germanów, wśród których zaczęła powoli szerzyć się panika. Na lewym skrzydle, osłabionym świadomie przez Cezara, sytuacja nie była pewna do momentu, w którym podjął interwencję legat Publiusz Licyniusz Krassus (syn triumwira Marka Licyniusza Krassusa) wprowadzając do bitwy trzecią linię kohort i przechodząc do zdecydowanego ataku na całej długości swego frontu.