Następnego dnia armia rzymska ponownie sprawiła szyk bitewny, jednak i tym razem wojownicy germańscy nie wyszli w pole. Ariowist po rozejrzeniu się w sytuacji postanowił uderzyć na mniejszy obóz Rzymian i po południu Swebowie zaatakowali jego szańce, ale prawdopodobnie tylko częścią sił. Gdyby bowiem było inaczej Cezar niewątpliwie wykorzystałby okazję do wyprowadzenie wszystkich legionów w pole. Walka trwała do wieczora i przyniosła praktycznie równe straty obu stronom. Wzięci do niewoli jeńcy germańscy zeznali, że wódz nie przystępuje do bitwy, gdyż wróżby „świętych” kobiet przepowiadają zwycięstwo dopiero z nowym księżycem. Tak długo Cezar nie mógł jednak czekać i dlatego zdecydował się wymusić bitwę poprzez bezpośrednie zaatakowanie obozu wroga. Nazajutrz z obu obozów wyszło sześć legionów, które ustawiły się w potrójnym szyku. Każdy legion w trzech liniach kohort – w pierwszej cztery, w drugiej linii trzy i w trzeciej również trzy kohorty ustawione w szachownicę. Po daniu sygnału do ataku legiony pomaszerowały wprost na obóz Germanów, którzy ustawili swe wozy w półksiężyc, tak by osłaniały tyły i boki ich własnego szyku.