Żołnierze dezerterowali masami na samo wspomnienie bitwy, w jednym przypadku po zamordowaniu dowodzącego generała.

Podczas gdy rewolucyjne władze gorączkowo prowadziły nowe zaciągi i reorganizowały wojsko, składająca się w większości z Prusaków armia koalicyjna pod wodzą księcia brunszwickiego Karola Wilhelma Ferdynanda skoncentrowała się w Koblencji nad Renem. Uderzenie nastąpiło w lipcu; armia Brunszwika z łatwością zajęła graniczne twierdze Longwy i Verdun. Tam Brunszwik opublikował proklamację, napisaną przez emigranta, księcia de Condé, w której zadeklarował chęć przywrócenia królowi pełni władzy i zapowiedział, że każda osoba cywilna lub prawna, która mu się nie podporządkuje, będzie karana śmiercią. Efekt tej proklamacji był taki, że władze rewolucyjne i ich armia zostały zmotywowane do zdecydowanego odparcia agresji, a jednocześnie niemal natychmiastowe obalenie króla przez tłum, który uderzył na pałac Tuileries.

Najeźdźcy posuwali się naprzód, ale 20 września pod Valmy spotkali się z siłami Dumourieza i Kellermanna, gdzie wyróżniła się wysoką klasą francuska artyleria. Choć bitwa była taktycznie nierozstrzygnięta, bardzo wzmocniła morale Francuzów.