Normalna wówczas szybka sesja nagraniowa, to pięć sześciogodzinnych sesji, aby zrobić podstawowe nagrania 12 utworów, czyli ok. 2,5 godziny na jeden. Zrobienie dobrego nagrania perkusji zabierało wtedy ok. 2–3 godzin itd. Łatwo obliczyć, że zespół otrzymał na każdy utwór 18 minut i to zakładając, że nie będzie żadnych zerwanych strun i innych, podobnych, pozornie drobnych przeszkód. Zespół był jednak tak zgrany i czuł się tak pewnie, że wszyscy jednocześnie powiedzieli Nie ma sprawy! Zappa był przekonany, że zadanie jest niewykonalne. Zasiadł za stołem mikserskim, ponastawiał wszystko do nagrania i... zasnął myśląc, że uda im się nagrać jeden lub maksymalnie 2 utwory. Kiedy się obudził – album był nagrany. Grupa dokonała tego w 4,5 godziny wliczając w to kilka zerwanych strun, złamanie stopki do bębna i wyłożenie perkusji tekturą do kilku utworów.

Następnym problemem było nagranie wokalu Beefhearta, bowiem odmówił on założenia słuchawek. Wszedł do dźwiękoszczelnego pomieszczenia, stanął przed mikrofonem i zaczynał śpiewać po zasygnalizowaniu. Podkłady były puszczane jak najgłośniej, ale Beefheart prawie ich nie słyszał. Mimo tego wokal został nagrany za pierwszym razem i nie uległ żadnym poprawkom.