Rutynowy przelot z Paryża do Toronto trwał około 8 godzin. W tym czasie nie zdarzyło się nic szczególnego, a większość pracy pilotów wykonywał autopilot. Piloci u wybrzeży Kanady zostali poinformowani o warunkach atmosferycznych: zachmurzeniu z opadami i ryzyku burzy z temperaturą do 20 °C. Nad lotniskiem szalała burza, a w trakcie lądowania porywy wiatru osiągały 60 km/h. Władze lotniska ogłosiły alarm z powodu wyładowań atmosferycznych zagrażających personelowi naziemnemu, co poskutkowało zakazem wchodzenia na pokłady samolotów. Przy zbliżeniu się samolotu w okolice lotniska lot 358 otrzymał zakaz lądowania.
Załoga skierowała samolot na północ, aby w razie problemów odlecieć na oddalone o 300 km lotnisko zapasowe w Ottawie. Po czasie oczekiwania na poprawę warunków pogodowych zostało wydane pozwolenie do lądowania i polecenie utrzymania pułapu 5000 metrów. Następnie samolot wleciał we front burzowy. Przekazane zostało pozwolenie na lądowanie na pasie 24L, przy wietrze wiejącym pod kątem 290° od 15 do 20 węzłów. Podjęcie decyzji lądowania na tym pasie miało świadczyć o bezpieczeństwie manewru mimo panujących warunków.