Problem zaczął się, gdy oddziały SOS (Services of Supply), długo stacjonujące w Oranie, zamknęły swoje kluby i instalacje dla naszych oddziałów bojowych przybywających z frontu. Zirytowana tym wykluczeniem, 1 Dywizja wpadła do miasta, aby „wyzwolić” je po raz drugi”. Mimo to Bradley przyznał, że „żaden dowódca nie przewyższył nieprzewidywalnego Terry'ego Allena w kwestii kierowania żołnierzami na polu walki”.

Po objęciu dowództwa Huebner natychmiast zarządził serię ćwiczeń, marszów i szkoleń strzeleckich dla 1 Dywizji Piechoty, również dla weteranów, którzy właśnie zakończyli krwawe walki z siłami niemieckimi na Sycylii. Nie podobało się to starszym żołnierzom, którzy nie próbowali ukrywać swoich sympatii dla generała Allena. Jak powiedział z obrzydzeniem jeden z weteranów Wielkiej Czerwonej Jedynki: „Do jasnej cholery (ang. Hell's bells)! Zabijamy Niemców od miesięcy, a teraz uczą nas strzelać z karabinu? To nie ma sensu”.