W nocy, walczącego z chorobą Kacpra budzą dziwne odgłosy dochodzące od strony okna. W świetle ognia kominkowego dostrzega jakąś sylwetkę zmierzającą w jego stronę. Przerażony wzywa lokaja. Lokaj wchodzi ze świecą w ręku, obaj mężczyźni rozglądają się po mrocznym pokoju, ale nie widzą niczego podejrzanego. Kacper stwierdza jedynie nieobecność swojego psa, Figi. Lokaj pytany o Figę przyznaje, że wypuścił ją wcześniej na zewnątrz. Zza okna, ku zaniepokojeniu lokaja, dochodzi odgłos wyjącego wilka. „Zima będzie długa...” – wzdycha Kacper i odsyła lokaja na spoczynek.

Nazajutrz Kacper udaje się do przypałacowego parku w poszukiwaniu Figi. Na wołania i gwizdy Kacpra nie ma żadnej reakcji. Po przebyciu pewnego dystansu natrafia on na ślady psich, czy też może wilczych łap w śniegu. Podążając ich tropem zapuszcza się w gęstwinę krzaków, gdzie – ku swojemu przerażeniu – odnajduje zmasakrowanego, zdychającego i skowyczącego jeszcze psa.