Z tej tradycji wywodzi się również lakonizm i monumentalny styl rzymski.
Znajomy, o którym Norwid już pisał, po obejrzeniu biblioteki, zabrał go na wzniesienie, z którego widać było całe miasto z całym jego gwarem i energią w dole. Autor powziął wówczas zamiar by, jak Ajschylos, który za pomocą dwóch postaci opisywał cały naród, opisać to miasto. Pierwsza postać niczego nie zna, niczego do siebie nie dopuszcza, prócz zainteresowania sobą i swą pasją. Innymi interesuje się tylko o ile wchodzą w krąg jego zainteresowania. Tak że mimo pozornej ruchliwości nie opuszcza punktu wyjścia. Druga postać chce się tylko upodobnić do mody swego czasu i podobać się. Odczytuje mniemania swego rozmówcy i do nich się dostosowuje. Jeśli pierwsza nie opuszczała punktu wyjścia, ta nie ma go wcale. Pierwszy jest stale się rozwijającym personalizmem, drugi przemysłową asymilacją. Żaden nie dodaje ani jednego słowa do prawdy bezwzględnej i bezinteresowności wiedzy. Jakże wielkie jest milczenie tego miasta, mimo jego bezustannego gwaru i zamętu.